Dzielnica Ursynów Serwis sportowo-rekreacyjny Ursynowa  

Sportowa historia Ursynowa

22.12.2017
Pozostałe

W tym roku obchodzimy 40-lecie Ursynowa. Równo cztery dekady temu miały się wprowadzić pierwsze rodziny do świeżo oddanego bloku przy ul. Puszczyka 5. Jednak to tylko legenda, a jej źródłem jest wizyta Edwarda Gierka w styczniu 1977 roku na budowie, która miała być zaczątkiem powstawania wzorcowej dzielnicy ery "realnego socjalizmu". Jak twierdzi główny architekt Północnego Ursynowa, prof. Marek Budzyński, pierwsi mieszkańcy wprowadzili się na Wiolinową już w grudniu 1974 roku.

Jak więc widać, okrągła rocznica jest umowna. Tym bardziej, że ziemie obecnego Ursynowa nie były pustynią przed rozpoczęciem budowy "dzielnicy przyszłości".

Parafia św. Katarzyny została erygowana w pierwszej połowie XIII wieku na miejscu misji benedyktyńskiej, która powstała już w 1065 roku. A i sama misja znalazła się w tym miejscu nie przypadkiem. Ujście Sadurki (jej pozostałością jest Potok Służewiecki) do Wisły, wtedy jeszcze płynącej nieopodal skarpy, było istotną przeprawą na szlaku handlowym, który wiódł z Kijowa aż ku Francji. Obecna ulica Nowoursynowska jest niczym innym jak pozostałością po "średniowiecznej autostradzie".

Drogi mają to do siebie, że potrafią utrzymywać swą funkcję przez setki, a nawet tysiące lat. Przykładem niech będą angielskie autostrady biegnące wzdłuż dróg, które powstały za panowania Rzymian.

Choć stary szlak kupiecki z Kijowa podupadł wraz z zajęciem Rusi przez Mongołów w połowie XIII wieku, to na terenie Mazowsza trakt był dalej utrzymywany i służył już bardziej komunikacji lokalnej. Wzdłuż niego powstawały kolejne miejscowości – choćby wsie Kabaty i Wolica na "odcinku ursynowskim", ale i np. wieś Warszawa.

Przy trakcie powstał też pierwszy obiekt od którego zaczniemy mówić o "sportowej historii Ursynowa". 

Chcielibyśmy, zgodnie z profilem naszej strony, przedstawić zarys dziejów naszej dzielnicy, naszej małej ojczyzny poprzez pryzmat sportu. Mamy nadzieję, że uda się nam wykazać, że nie tylko jest to możliwe, ale i ciekawe.

Uważamy, że temat wart jest książki. W tym tekście tylko zarysujemy, naszym zdaniem, najbardziej charakterystyczny punkty na osi czasu, dzięki którym uda nam się pokazać jak zmieniał się Ursynów. Wbrew pozorom, a może raczej – na szczęście – niemal wszystkie etapy rozwoju osadnictwa na terenach naszej dzielnicy da się pokazać przez pryzmat sportu.

Zapraszamy do lektury!

"Prehistoria" – czyli czasy do 1977 roku

Szlak kupiecki miał od Jeziornej, dziś części Konstancina-Jeziorna, dwie odnogi łączące się gdzieś na dzisiejszym Czerniakowie. Jedna biegła na skarpie wiślanej, jej pozostałością jest ul. Nowoursynowska, druga pod nią, dziś to ulice Powsińska, Wiertnicza i Przyczółkowa.

Gdy król Jan III Sobieski szukał miejsca na swą podstołeczną rezydencję - Villa Nova - jego wybór padł na ziemię z bardzo dobrym dojazdem do królewskiego zamku. Droga, którą u zarania państwa Piastów wędrowali kupcy z całego kontynentu, stała się teraz Traktem Królewskim łączącym obie siedziby władcy Rzeczypospolitej.

Zainteresowanie zwycięzcy spod Wiednia sięgało również i drugiej odnogi starego szlaku. Król potrzebował miejsca do polowań i las między wsiami Wolica i Kabaty oraz dziejszy Las Kabacki wydału mu się dobrym miejscem dla tej rozrywki. Kazał więc wybudować zwierzyniec – miejsce, gdzie hodowano zwierzynę, polowano na nią i gdzie można było odpocząć. Od powstałej wtedy bażantarni swa nazwę bierze ulica Przy Bażantarni. Od powstania zwierzyńca swą historię datuje Natolin.

Był to pierwszy obiekt "sportowy" na terenie dzisiejszego Ursynowa. Choć dziś polowanie niewielu kojarzy się ze sportem, to trzeba pamiętać, że w wieku XVII nie było spisanych zasad rywalizacji, nie było lig, pucharów i mistrzostw.

Łowiectwo najbardziej odpowiada dzisiejszym rolom sportu. Służyło szkoleniu tężyzny fizycznej, umiejętności przechytrzenia zwierza/przeciwnika, wymagało współpracy zespołu ludzi. Była to rozrywka znana od niepamiętnych czasów oraz rodzaj przysposobienia wojennego. Wojsko do dziś w ten właśnie sposób patrzy na sport.

Stworzony na zamówienia Jana III pałac wilanowski, wraz z rozległym terenem sięgającym z jednej strony aż za Wisłę z drugiej pod Nadarzyn, w 1890 roku wieku stał się własnością rodu Branickich. Historia wszystkich kolejnych obiektów sportowych będzie wiązać się poczynaniami finansowymi przedstawicieli tej arystokratycznej rodziny.

W 1841 roku na Polu Mokotowskim powstał tor wyścigów konnych. Taki obiekt potrzebuje zaplecza, gdzie konie będą trzymane i trenowane. W okolicach Pola brakowała zaś dogodnego terenu.

Wybór padł na folwark Wolica. Na przełomie XIX i XX wieku wśród warszawskich elit zapanowała moda na hippikę. Możni wyjeżdżali z miasta i oddawali się konnym przejażdżkom po zielonych terenach. Jednym z nich był Las Kabacki.

Gdy idzie się od Natolina w kierunku lasu, po przejściu skrzyżowania Stryjeńskich z Belgradzką mijamy, dla wielu tajemnicze, ruiny zabudowań wyglądających jakby przed laty służyły jakiś celom związanym z rolnictwem.

To pozostałości dawnych stajni. Miłośnicy hippiki właśnie stąd brali wierzchowce i udawali się na nich na przejażdżki. Drogą Moczydłowską obsadzoną lipami drobnolistnymi, z których obecnie pięć to pomniki przyrody, jeźdźcy kierowali się ku lasowi.

Gdy Wolica stała się zapleczem dla toru wyścigowego, wybudowano nawet tor treningowy ciągnący się od wzniesienia, które "orogeneza ursynowsko-natolińska" lat 70' i 80' ubiegłego wieku zmieniła w Kazurówkę, aż w okolice w których obecnie jest Arena Ursynów.

W 1898 roku oddano do użytku kolej wąskotorową z Warszawy do Góry Kalwarii. Było to wielkie udogodnienie dla mieszkańców zatłoczonego ponad miarę miasta dla wyjazdu na tereny zielone. Korzystała na tym i Wolica.

Największy rozkwit tego ośrodka jeździeckiego przyniosła jednak sprzedaż przez Branickich folwarku Michałowi Rogowi. Jego czasy okazały się "złotym okresem" Wolicy. Pomagał w tym dogodny dojazd kolejowy.

Centrum jeździectwa było również zapleczem dla koni, które w czerwcu 1939 roku wystartowały w pierwszym dniu wyścigowym na świeżo oddanym torze "Służewiec".

Tor na Polu Mokotowskim był za mały. Już od lat 20' XX wieku przedmiotem debaty publicznej była konieczność przeniesienia miejsca gonitw. Duża popularność wyścigów gromadziła tłumy, które nie zawsze było gdzie pomieścić.

W 1925 roku zakupiono 150 hektarów pod budowę nowego toru. Wybór padł na ziemię położoną przy dobrze nam już znanej kolei wąskotorowej. Nabywcą terenu było Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni w Polsce, a sprzedającymi oczywiście Braniccy.

Budowa trwała latami. Doba Wielkiego Kryzysu przełomu lat 20' i 30' XX wieku nie sprzyjała tego typu inwestycjom. Tor oddano do użytku 3 czerwca 1939 roku.

Efekt lat prac był imponujący. Powstał największy i najnowocześniejszy tego typu obiekt w Europie. Prócz samego toru wyścigowego i trybun, powstało okazałe zaplecze w skład którego wchodziły m.in. murowane stajnie, pomieszczenia gospodarcze w tym olbrzymi magazyn na paszę, mieszkania dla pracowników, karuzela do stępowania koni, padoki.

Innowacją było stworzenie tunelu podziemnego łączącego teren treningowy z torem. Nim prowadzono konie na start gonitw.

Wszystko tonęło w zieleni, gdyż projektanci postanowili na terenie wyścigów stworzyć park angielski.

Z planowanej stacji kolejowej i linii tramwajowych nic nie wyszło. Kilka miesięcy po otwarciu toru Polskę najechał Hitler i Stalin.

Nie tylko hippiką żyły "dawny Ursynów". Braniccy po I wojnie światowej popadli w długi. Utracili ziemie na dawnych kresach I Rzeczypospolitej i nie było ich stać na utrzymanie pozostałych dóbr. 

Zaczęła się więc wyprzedaż ziem. Miało to pozytywne skutki w postaci już wymienionych sprzedaży folwarku Wolica czy ziemi pod przyszły tor, ale była i mroczna strona dramatycznej walki arystokratów o wydobycie się z gigantycznych długów.

Las Kabacki utracił blisko sto hektarów, które po prostu wycięto. Planowano  całkowitą likwidację kompleksu leśnego i wyznaczenie na jego miejsce działek budowlanych. Na całe szczęście, jeden z najwybitniejszych włodarzy stolicy, Stefan Starzyński, zwietrzył dobrą okazję pod zakup dużego terenu rekreacyjnego dla mieszkańców Warszawy.

Udało się dobić targu i Las Kabacki został uratowany. Co więcej, aby uatrakcyjnić okolicę, planowano utworzenie parku wzdłuż północnych granic lasu. Park miał mieć powierzchnię 300 hektarów. Dla porównania, Łazienki Królewskie zajmują niecałe 80 hektarów.

Park miał mieć tereny wytyczone, jakże by inaczej, pod hippikę, pod piłkę nożną, tenis ziemny, strzelectwo oraz inne formy aktywności. Jak wiemy, nic z tego nie wyszło.

Jednak blisko tysiąc hektarów Lasu Kabackiego służy mieszkańcom po dziś dzień.

Ciekawie działo się i po południowej stronie lasu, gdzie Braniccy sprzedali 50 hektarów w 1938 roku. Powstało na tym terenie pole golfowe. Wykopano stawy, utworzono tzw. greeny, zbudowano pomieszczenia gospodarcze i usługowe.

Pole, z tych samych powodów co tor konny, nie posłużyło za długo. Właściciele terenu w 1947 roku przepisali ziemię Zarządowi Miasta Stołecznego Warszawy w zastrzeżeniem, że darowizna ma służyć stworzeniu ośrodka sportowo-rekreacyjnego.

Umowa została dotrzymana i dawne pole golfowe jest nam znane obecnie jako Park Kultury w Powsinie.

Z czasów "golfowych" została przede wszystkim drewniana altanka. Kiedyś szatnia klubowa, dziś budynek z kawiarenką.

 

Ursynów-Natolin – lata ~ 1977 ~ 1989

Okres, który teraz omówimy to lata, gdy na terenach dawnych wsi i pól zaczęły powstawać pierwsze betonowe klocki mieszkalne i pociągniemy go aż do momentu, gdy ustrój, którego Ursynów-Natolin miał być modelową dzielnicą, upadł z hukiem. 

Jak już pisaliśmy, 1977 rok, to data symboliczna, a nie faktyczna, podobnie jest z 1989 rokiem. Choć zakończył on komunizm, to przecież nie od razu wszystko się zmieniło.

W tytule piszemy "Ursynów-Natolin", ale ten rozdział zaczniemy od omówienia części naszej dzielnicy zwanej Zielonym Ursynowem.

Dawne wsie Grabów, Imielin (obecnie Stary Imielin w Miejskich Systemie Informacji), Wyczółki, Jeziorki Północne i Południowe, Pyry i Dąbrówka były terenami zamieszkałymi, lecz nieco na uboczu "wielkomiejskiego" życia. Nie znaleźliśmy informacji, by dotarły tu nowinki drugiej połowy wieku XIX, takie jak gimnastyka, hippika czy pierwsze sporty zespołowe.

To co wydaje nam się bardzo prawdopodobne, to to, że miejscowi korzystali z "oczek wodnych". Trzeba pamiętać, że największy zbiornik wodny obecnego Ursynowa – Jezioro Zgorzała – miał swego czasu powierzchnię około 20 hektarów, czyli mniej więcej tyle ile obecne Jeziorko Czerniakowskie. Było się więc gdzie ślizgać zimą i kąpać latem.

A przecież Zgorzała nie była jedyna. Choćby stawy Pozytywka czy Wąsal pewnie służyły podobnym celom.

Podejrzewamy, że sport na te tereny wprowadziło szkolnictwo II Rzeczypospolitej. W końcu szkoły przy Kajakowej i Sarabandy rozpoczęły swą historię już w 1917 i działały w tzw. międzywojniu, a był to czas rozkwitu krzewienia kultury fizycznej, wcześniej niechętnie widzianej przez carskie władze zaborcze.

Przejdźmy w końcu do historii betonowego osiedla, które od północy ku południu zaczęło pochłaniać przestrzeń dziś tzw. Wysokiego Ursynowa.

W połowie lat 70' pojawili się pierwsi stali mieszkańcy Północnego Ursynowa. Krajobraz jaki mieli wokół był pomieszaniem wielkiego placu budowy i połaci zielonych terenów, gdzie mniej lub bardziej dziko, rosło wszystko od chwastów przez zboża, drzewka owocowe po leśne zagajniki. 

Te tereny zielone były miejscem spacerów, robienia ognisk. To tam grano z dziećmi w piłkę czy, jak wtedy często nazywano badminton, kometkę. To było miejsce wypoczynku i rekreacji mieszkańców.

Budowa przyniosła ze sobą powstanie ważnej dla Ursynowa lokacji. Problem ziemi z wykopów postanowiono rozwiązać usypując sztuczną górkę. Robotnicy prześmiewczo nazwali ją Kopą Cwila od nazwiska Henryka Cwila, pomysłodawcy usypania wzniesienia. Żart się przyjął tak bardzo, że stał się oficjalną nazwą pierwszej ursynowskiej "górki".

Najprawdopodobniej już na samym początku, albo już podczas usypywania wzniesienia, zatwierdzono ideę, by miejsce to służyło rekreacji i wypoczynkowi. Odpowiedzialnym za projekt był Andrzej Szkop, pracownik biura Marka Budzyńskiego, głównego architekta Północnego Ursynowa.

W koncepcji autora, wzniesienie miało miało ponoć przywodzić na myśl bieszczadzkie połoniny, co jest całkiem możliwe jeżeli uważniej się przyjrzeć Kopie.

U podnóża "góry" miał powstać park z boiskiem piłkarskim oraz staw w kształcie wieloryba. Woda miała wpływać doń obrośniętymi kwiatami kaskadami. 

Plany udało się zrealizować, ale po boisku nie ma już śladu, a sadzawka od lat jest sucha. W czasach gdy działała była zasilana poprzez połączenie z budynkiem przy Nutki 3/5. Miał tam siedzibę zarządca opisywanych obiektów - Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej Ognisko Ursynów.

Woda płynęła kaskadami, wpadała do "wieloryba" i wypełniała go ku uciesze mieszkańców i odwiedzających Kopę. A Ci, no część z nich, "dopełniali" sadzawkę butelkami, niedopałkami i innymi śmieciami.

Wodę co i rusz trzeba było spuszczać, staw czyścić, by za jakiś czas woda w nim znów zmieniała się w szlam. Syzyfowy trud pracowników TKKF-u przyniósł decyzję o nie napuszczaniu wody po kolejnym sprzątaniu.

Jakiś czas temu, na zlecenie władz dzielnicy sprawdzano czy sadzawkę da się ponownie uruchomić. Inżynierowie stwierdzili, że instalacja w ogóle nie miała prawa działać.

A jednak działała. Zawiodło co innego - kultura.

Ursynowski TKKF zarządzał efektami wprowadzenia w życie innej niezwykłej idea, by Kopa Cwila stała się miejscem rekreacji narciarskiej. Pomysł zrodził się pod koniec 1981 roku. Pomysł przekuto w ukończoną inwestycję w 1988 roku.

Wyciąg typu "wyrwirączka" rzeczywiście na Kopie się znalazł. Wszystko zamontowano, zbudowano budkę dla sterującego machinerią, powstało nawet oświetlenie!

Od lat trwa dyskusja czy wyciąg kiedykolwiek ruszył. Jedni twierdzą, że działał sezon, inni że dwa. A są tacy, którzy zarzekają się, że nigdy nie działał.

Stanisław Drapiewski z TKKF-u potwierdził nam, że działał w sezonie zimowym 88/89. Pierwszym, który wjechał wyciągiem na szczyt był Henryk Czyż, ursynowianin rodem z gór. 

Na Kopie odbyły się nawet zawody narciarskie w których pomagano sobie wyciągiem. Niestety, choć sprzęt działał, to ponownie zawiedli ludzie.

Pewnego dnia przyjechała ekipa, która zdemontowała wyciągarkę i udała się w sobie tylko znanym kierunku i celu.

Niestety, normą na budowach PRL-u były kradzieże których dokonywali sami robotnicy. Oni mieli sprzęt i wiedzę jak się zabrać do grabieży tonowej wyciągarki przymocowanej do betonowej podstawy.

Na początku lat 90' obiekt już tylko niszczał.

Około 1993 został rozebrany na zlecenie władz Gminy Mokotów, które stwierdziły, że jego utrzymanie i eksploatacja jest zbyt droga. Budka stała na szczycie jeszcze przez kilka lat. Złomiarze zadbali jednak o to, żeby jedynym co zostało były jej betonowe fundamenty.

I one zniknęły w listopadzie tego roku. Podczas prac znaleziono kabel, podłączenie do instalacji, dzięki czemu można było całą maszynerię napędzać. Szkoda, że prąd płynął nim tak krótko.

Sukcesem za to okazał się wytyczony na północnym zboczu Kopy tor saneczkowy przypominający budową tor bobslejowy. Było to miejsce tak atrakcyjne, że ściągało dzieci i młodzież nie tylko z Ursynowa i służewieckich osiedli znajdujących się za miedzą, ale i z dalszych części Mokotowa czy z Wilanowa.

Kopa okazała się też niezłym miejscem do biegania.

W 1987 roku na Tor Wyścigów Konnych "Służewiec" zjechała światowa czołówka biegaczy na czele z Ingrid Kristiansen, wybitną szwedzką biegaczką, oraz Johnem Ngugi, kenijskim złotym medalistą z igrzysk w Seulu 88' w biegu na 5 km. Na naszym obiekcie odbywały się bowiem Mistrzostwa Świata w biegach przełajowych. 

Impreza miała mieć miejsce już w 1982 roku, ale plany pokrzyżował stan wojenny. Dopiero pięć lat później na służewieckim torze pobiegli ludzie zamiast koni.

Zanim jednak ruszyli wyczynowcy, dziennikarze z kilkunastu państw w tym Polacy, pokonali specjalnie dla nich wytyczoną trasę po Kopie Cwila. Wśród gości z zagranicy znaleźli się Fred Lebow, twórca Maratonu Nowojorskiego, oraz Chris Brasher, złoty medalista igrzysk w Melburn 56' w biegu na 3 km z przeszkodami, jeden z pionierów biegów na orientację w Wielkiej Brytanii i jeden z inicjatorów Maratonu Londyńskiego.

W zgodnej opinii uczestników, niepozorna "górka" była nadspodziewanym wyzwaniem biegowym.

Ta przebieżka dla żurnalistów jest związana z osobą Janusza Kalinowskiego, dziennikarza sportowego, jednego z pierwszych polskich propagatorów biegania rekreacyjnego.

Kalinowski i prowadzone przez niego ursynowskie ognisko Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej wraz z działem społeczno-wychowawczym Spółdzielni Mieszkaniowej "Ursynów" rozwijali roku najstarszą cykliczną imprezę biegową rozgrywaną na terenie naszej dzielnicy – Ursynowskie Wtorki Biegacza. 

Impreza odbywała się pod Kopą Cwila, co prawda z przerwami, ale aż do początku obecnej dekady, gdy miejscem imprezy stał się kampus Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Swą historią Wtorki rozpoczęły w 1980 roku, ale wywodzą się z Biegu o Wielką Wazę Ursynowa.

W 1979 roku powstał TKKF ognisko Jary, wraz z rozwojem osiedla Jary w nazwie zastąpiono Ursynowem. Stanisław Drapiewski, Maria Krukowska, Marek Babiński – to nazwiska członków założycieli o których wiemy. Wiemy też, że było ich więcej. 

Grupa działaczy postanowiła przeprowadzić na Kopie bieg. Wazę ufundowały lokalne władze. Resztę wzięli na siebie organizatorzy.

Impreza okazała się sukcesem tak wielkim, że zewsząd płynęły gratulacje. Przeprowadzenie zawodów biegowych było novum. Jak więc widać, Ursynów był pionierskim ośrodkiem, dziś powszechnie występującego, zjawiska jakim jest amatorskie bieganie.

Janusz Kalinowski wraz ze Stanisławem Drapiewskim odpowiadają też za Memoriał Tomasza Hopfera

W grudniu 1982 roku zmarł jeden z najważniejszych propagatorów rekreacyjnego biegania w Polsce. Twórca Maratonu Pokoju, który obecnie jest znany jako Maraton Warszawski, popularny dziennikarz telewizyjny prowadzący program "Bieg po zdrowie" zmarł zdecydowanie zbyt wcześnie. Jego śmierć była niespodziewanych i silnym ciosem dla rodzącego się wtedy w Polsce środowiska biegaczy.

Przyjaciele Hopfera postanowili upamiętnić go w sposób dla nich oczywisty i zorganizowali memoriał. W imprezie wzięło około dwustu osób. Samo podjęcie się tego przedsięwzięcia wymagało odwagi cywilnej, bo władze na pewno nie patrzyły przychylnie na bieg ku czci dziennikarza, którego usunięto z telewizji wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. 

Impreza, podobnie jak Wtorki Biegacza, została przejęta pod koniec lat 80' przez UNTS a w 2007 AKL Ursynów, o tych klubach jeszcze napiszemy, ale imprezy odbywają się do dziś. Choć nie pod Kopą Cwila, to nadal na Ursynowie.

Tegoroczny memoriał okazał się bardzo dużym sukcesem. Organizatorom udało się połączyć imprezę z Akademickimi Mistrzostwami Warszawy i Mazowsza i była to impreza o poziomie sportowym o jakim inne nasze lokalne biegi przełajowe mogą tylko pomarzyć.

Jak więc widać, imprezy wymyślone i prowadzone przez Janusza Kalinowskiego i Stanisława Drapiewskiego żyją na Ursynowie do dziś i mają się całkiem nieźle. A w następnym rozdziale opiszemy jeszcze jedną z nich.

Ta dwójka nie tylko zajmowała się biegami. Sporo odbywało się u nas i imprez rowerowych. TKKF ognisko Ursynów wraz z Warszawskim Towarzystwem Cyklistów odpowiadają za wyścgi, które odbywały się na Ciszewskiego i na Kopie.

Jedne były skierowane do amatorów, którzy np. na zwykłych miejskich rowerach próbowali np. dostać się na najwyższy szczyt Północnego Ursynowa, ale i wyczynowi kolarze tacy jak Ryszard Szurkowski!

Nasz TKKF pomagał również, gdy na Kopie Cwila zjawił się Family Cup. Była to rywalizacja o randze Amatorskich Mistrzostw Polski. Jej eliminacje rozgywano w poszczególnych regionach. W mazowieckim przez pewien czas na Kopie. 

W 2001 roku naszego "eliminatora" wygrał Błażej Maresz, twórca i prezes obecnie działającego i na Ursynowie Warszawskiego Klubu Kolarskiego. Maresz sięgnął ostatecznie po Wicemistrzostwo Polski przegrywając jedynie z Rafałem Wilkiem, byłym żużlowcem, a obecnie multimedalistą paraolimpijskim. 

Zakończmy jednak tym co była w latach 80', ale i w 90' prawdziwym sportem masowym na Ursynowie. Nie czarujmy się. Z imprez TKKF korzystano, ale prawdziwe rozgrywki były wtedy na podwórkach.

Piłkę kopano wszędzie. Dzieci ganiały po drabinkach, jeździły na rowerze, grały w gumę. Chłopcy zagrywali się w kapsle. Młodsi Czytelnicy mogą zapytać tatów o to czym był maściak i ile normalnych kapsli trzeba było za niego dać. 

Wykorzystywano każdą wolną przestrzeń. Zimą boiska za sprawą dozorców zmieniały się w lodowiska, w pozostałe miesiące były oblegany przez chętnych do gry. 

My wymienimy tylko największe obiekty o jakich wiemy, bo każdy kto pamięta tamte lata na Ursynowie, mógłby wyliczyć co najmniej kilka miejsc znajdujących się na jego ulicy, gdzie się zmieniało w Maradonę.

Północny Ursynów miał łąki na Olkówku oraz boisko na kampusie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Imielin dwa boiska, gdzie obecnie powstaje Centrum Kultury Ursynów i stoi nasz ratusz.

Najciekawszym obiektem wydaje się nam boisko na Natolinie. Obecnie jest tam blok pod adresem Alei KEN 49. Był to plac, który w latach 80' był miejscem prowadzenia rozgrywek młodzieżowych pod auspicjami Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej.

Boisko od trybuny oddzielał nie tylko chodnik, ale i metalowe barierki. Na wale ziemnym, za którym był dołek od którego wziął nazwę bazarek Na Dołku, znajdowały się drewniane ławki. Pozostałości po trybunie i barierka przetrwały aż do budowy wspomnianego budynku i zabudowy dołka pod blok przy Braci Wagów 20. 

Boisko było najprawdopodobniej pełnowymiarowe. Jego karierę skończyła budowa placu zabaw dla przedszkola, które znajdowało się przy Meander 21. Kolejne zmniejszenie boiska odbyło się, gdy bazarek pochłonął tereny w kierunku dzisiejszej Al. KEN, gdzieś na początku lat 90'.

 

Trudy transformacji – lata 90'

Tę część zaczniemy od końcówki lat 80', gdy zaczynały powstawać pierwsze ursynowskie kluby, a komunizm drżał w posadach, a skończymy w 2002 roku, gdy gmina Ursynów, działająca od 1994 roku, stała się dzielnicą Ursynów, a Polska szykowała się do wejścia do Unii Europejskiej.

W 1988 roku na bazie stworzonej przez TKKF Ursynów powstało Ursynowsko-Natolińskie Towarzystwo Sportowe. Założyciele uznali, że trzeba było przejść od samego organizowania imprez do prowadzenia szkolenia dzieci i młodzieży. 

Prezesem pierwszego ursynowskiego klubu sportowego został Janusz Połeć, znany brydżysta. Wiceprezesem... Jerzy Engel. Ważną postacią dla dalszych losów UNTS i ursynowskiej lekkiej atletyki był pierwszy sekretarz klubu – Zbigniew Kęskiewicz. Niestety, pan Zbigniew zmarł w tym roku, a byłby nieocenionym źródłem informacji do napisania tego artykułu.

W momencie powstania powołano do życia sekcje lekkoatletyczną i brydża sportowego. Rok później brydżystki UNTS sięgnęły po medal Mistrzostw Polski. Sekcja "królowej sportu" miała zaś już dwustu zawodników.

W ogóle pierwsze lata działalności klubu, to nieustanny rozwój. W 1989 roku powstają sekcje szachowa, warcabów stupolowych i tenisa stołowego. Rok później klub przejmuje budowę kortów przy ul. Hirszfelda i tworzy w związku z tym sekcję tenisa ziemnego.

Jak to klub przejmuje budowę? Otóż w tych latach sport działał na innych zasadach niż teraz. W zasadzie na Ursynowie zarządzanie sportem dopiero raczkowało. 

I dlatego nie było niczym dziwnym ani zdrożnym, że Janusz Połeć, prezes UNTS-u, dostał pod pieczę wszystkie ursynowskie obiekty sportowe od... Janusza Połcia, prezesa rady osiedla Ursynów.

Cały czas Ursynów był podległy pod Mokotów, ale sporo władzy miała rada osiedla. I dlatego właśnie UNTS stał nie tylko klubem, ale i odpowiednikiem dzisiejszych ośrodków sportowych.

Klub rósł w najlepsze. W 1992 roku sekcja szachowa była cotygodniowym gościem w Teleranku gdzie młodzi ursynowiacy uczyli dzieci "królewskiej gry". Powstała dwa lata wcześniej przy SP 330 z inicjatywy Beaty Tynelskiej sekcja biegów na orientację sportową zorganizowała w Powsinie Mistrzostwa Warszawy w biegach przełajowych. Impreza okazała się sukcesem. 

Nic jednak nie trwa wiecznie. Zarządzanie dużym klubem, gdzie każda sekcja chce jak najwięcej dla siebie, zaczyna rodzić problemy. W 1993 roku trener pracujący w sekcji piłki nożnej UNTS Rudolf Kapera powołuje wraz z rodzicami dzieci u niego grających Stowarzyszenie Edukacji Młodych Piłkarzy. Konurencji nie wytrzymuje najsłabsza z części klubu i sekcja warcabów przechodzi do historii.

Rok ten przynosi też pozytywy. Udaje się pokryć balonem korty przy Hirszfelda i można na nich grać cały rok. Tylko zimą 93/94 odbyły się na nich dwadzieścia dwa turnieje dla dzieci i młodzieży.

W 1994 mimo finansowych trudności w klubie powstaje sekcja wodniacka.

Największe sukcesy klub osiąga w 1996 roku w którym to zawodnicy UNTS zdobywają jedenaście medali, w tym trzy złote, Mistrzostw Polski Seniorów oraz trzy medale, w tym dwa złote, w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. W tym "złotym" roku klub współorganizuje międzynarodowy turniej kobiet "Ursynów Cup". Pula nagród w challengerze WTA wynosiła 10 tysięcy dolarów.

Niestety, bardzo udany rok 1996 był łabędzim śpiewem UNTS-u. Problemy finansowe w nadchodzących miesiącach zaczynają demontaż dotychczasowego dominatora ursynowskiego sportu.

Sekcja brydża która w latach 1990-1996 zdobywa w sumie cztery złote i dwa brązowe medale Drużynowych Mistrzostw Polski po prostu praktycznie znika z brydżowej mapy Polski. W 1997 sekcję szachową opuszcza jej najwybitniejszy wychowanek - Maciej Nurkiewicz. Sama sekcja upada dwa lata później.

Sekcja tenisa stołowego robi to jeszcze w 1997 roku. Choć przez jakiś czas w szkole SP 323 mieszczącej się przy Warchałowskiego 4 są jeszcze organizowane zawody z cyklu "Grand Prix Ursynowa". 

Co ciekawe, jako dzieci w ursynowskim cyklu brali udział Marek Zalewski i Grzegorz Smyk. Obecnie to główne postacie bardzo prężnie działającej sekcji tenisa stołowego UKS-u Lupus Kabaty. Można by rzec, że ziarno dało plony.

Kolejnym przykładem upadku klubu stały się prężne działania powołanej jeszcze w 1991 roku Szkoła Tenisa Ziemnego Tie-break. Jej założyciel Bernard Rejniak przez lata był trenerem w UNTS-ie, lecz w końcu postanowił pójść całkiem na swoje. Zaczął od dzierżawienia kortów od Spółdzielni Mieszkaniowej "Stokłosy". W 1994 roku obiekt był już pokryty balonem.

Tak jak w 1996 roku ambitny biznesmen potrzebował do organizacji "Ursynów Cup" pomocy UNTS-u, tak już rok później nie.

A była to impreza ważna dla historii ursynowskiego sportu. W 2005 roku wygrała nasze zawody, wówczas szesnastoletnia, Agnieszka Radwańska osiągając swój pierwszy triumf w turnieju zaliczanych do klasyfikacji WTA.

W ogóle, przez zawody rozgrywane najpierw przy Hirszfelda, a potem Koncertowej, przewinęło się kilka nazwisk znanych kibicom kobiecego tenisa: Anastasjia Miskyna, Sybille Bammer czy Jelena Kostanic.

UNTS powstał na sportowej pustyni. Miał za sobą lokalne władze i brak konkurencji w postaci innych klubów. Jednak z biegiem czasu wszystko się zmieniało, a działacze nie potrafili się odnaleźć w coraz szybciej zmieniającej się rzeczywistości.

Inne klubu powstawały i powoli rosły, podczas gdy UNTS co i rusz powoływał nowe sekcje nie myśląc o tym, że każda z nich to inne wyzwania i potrzeba nowych pieniędzy. Tak jednak musiało być. Działacze uczyli się dopiero funkcjonowania w nowych realiach. Gdy były pieniądze od samorządu, robili to co wydawało im się oczywiste – tworzyli etaty trenerskie, otwierali sekcje, budowali obiekty.

Gdy kurek został zakręcony, nie było pomysłu na to co dalej. 

Inaczej działały kluby, które wiedziały od samego początku co to problemy finansowe i liczyły każdy grosz.

Jeszcze w 1989 roku Marek Czaplicki tworzy Środowiskowy Klub Badmintonowy Harcownik. Początkowo, nie mogąc zarejestrować klubu jako takiego, pomaga mu swoją osobowością prawną niezbędną do przeprowadzenia pewnych działań Dom Kultury Kadr ze Służewca.

Klub najpierw działał na Grabowie, lecz szybko przeniósł się do SP 330 przy Mandarynki 1 i jest związany z tą placówką po dziś dzień.

Działalność Harcownika od początku wiąże się z turniejem Warsaw Open. W zasadzie klub powstał po to, żeby przeprowadzić zawody dla młodzieży. Imprez tego typu brakowało, więc powołano klub, aby ten nie tylko szkolił, ale i organizował tak potrzebną imprezę. Idea okazała się słuszna, bo w tym roku już po raz dwudziesty dziewiąty z całej Polski zjechali na Ursynów badmintoniści.

Co charakterystyczne, pierwszych kilka turniejów zostało wsparte organizacyjnie przez UNTS. No, ale w tamtym czasie przeprowadzenie na Ursynowie imprezy sportowej bez takiej pomocy było w zasadzie niemożliwe.

W 1992 roku w SP 325 mieszczącej się przy ul. Na Uboczu 9 rozpoczyna działalność ursynowska sekcja Uczniowskiego Klubu Judo Ryś prowadzona przez studenta AWF Cezarego Borzęckiego. Szybko upada bródnowska odnoga klubu i prężnie rozwijająca się część z Natolina w pełni skupia na sobie uwagę młodego, ambitnego trenera.

Cezary Borzęcki wprowadza jako pierwszy w Polsce nowe podejście do szkolenia dzieci – odmianę judo zwaną funny judo. Do klubu zgłasza się masa dzieci. Z rozwiązanej bemowskiej sekcji przychodzi do nas Tomasz Adamiec, do dziś najwybitniejszy wychowanek klubu, brązowy medalista Mistrzostw Europy i dwukrotny olimpijczyk.

Niewiele jednak brakowało, a klub upadłby już wiosną 1993 roku. Jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że należy oddać pożyczone tatatmi. Z pomocą przyszły same dzieci. Zbiórka butelek, rozbijanie skarbonek, oddawanie zaskórniaków miały pozwolić na zakup maty. 

Poruszeni postawą dzieci rodzice dołożyli kolejne pieniądze. Z pomocą przyszła szkoła, która znacznie obniżyła czynsz. Na szczęście, to wszystko pomogło i klub mógł dalej prowadzić działalność.

Z pożytkiem nie tylko dla Ursynowa. Już pod koniec lat 90' Ryś z Gwardią były najmocniejszymi stołecznymi ośrodkami młodzieżowego judo.

W 1993 roku powstał jeden z pierwszych w Polsce UKS-ów d'Artagnan Ursynów. Wszystko zaczęło się od tego, że Renata Popek, była florecistka i nauczycielka w jednej z naszych szkół, zebrała grupkę pasjonatów szermierki. Kilkanaście osób spotykało się w znanej nam już SP 325 i i bardziej bawiło się niż trenowało.

Dwa lata później przyszedł do klubu trener Waldemar Wróblewski. Jego chęć zmiany d'Artagnana w coś poważniejszego przyniosły datującą się od 1996 roku współpracę z SP 340 przy ul. Lokajskiego 3. Klub funkcjonuje tam do dziś. Obecnie ma około stu sześćdziesięciu zawodników.

Od samego jednak początku d'Artagnan borykał się z problemami. Brakowało na obozy czy wyjazdy na zawody, na sprzęt. Do dziś trwa batalia o halę szermierczą. Obiecywano ją już trzy razy, teraz jednak wiele wskazuje, że powstanie w przyszłym roku na terenie współpracującej z klubem szkoły.

W 1994 roku na Wilanowie powstał klub, który od początku swojej działalności chciał prowadzić szkolenie w całej Warszawie, ale mimo zrealizowania tego założenia, swój matecznik odnalazł na Ursynowie.

Klub Sportowy Metro, bo o nim mowa, trafił do nas zupełnym przypadkiem. Dariusz Kopaniak szukał miejsca na rozegranie turnieju dla dzieci i ktoś po prostu polecił mu szkołę SP 333 przy Hirszfelda 11. Salę udało się wynająć tylko na zawody, ale okazało się, że pod tym samym adresem za ścianą znajduje się bliźniacza sala przynależna 63 LO. 

Właśnie ona stała się kuźnią kadr Metra, klubu, który wychował dwunastu zawodników, którzy w tym sezonie grają w polskiej ekstraklasie lub w najwyższych ligach innych państwach. Wśród wychowanków Metra są Karol Kłos, Andrzej Wrona, Piotr Nowakowski – czyli gracze, którzy w 2014 zdobyli z naszą kadrą Mistrzostwo Świata.

W tej samej sali gimnastycznej w 1996 roku rozpoczęła rozgrywki liga Ursynowsko-Natolińskiego Basketu Amatorskiego. Na fali popularności rozgrywek NBA transmitowanej w telewizji publicznej, na polskich podwórkach zaczęło się pojawiać coraz więcej dzieciaków nie tylko kopiących piłkę.

Rozgrywki dla starszych z nich postanowili zorganizować Jerzy Radzimski oraz nauczyciel z liceum Adam Popławski. Był to strzał w dziesiątkę. Liga szybko się rozrastała i jest obecnie największą amatorską ligą koszykarską na Mazowszu.

Rzecz jasna "uligowienie" rozgrywek nie mogło ominąć i najpopularniejszej dyscypliny jaką była płka nożna.

Wszystko zaczęło się od Pucharu Wyżyn, którego pierwsza edycja miała miejsce w 1998 roku. Janusz Domalewski we współpracy ze spółdzielnią mieszkaniową stworzył turniej dla dzieci. Amatorskie drużyny mogły w końcu nie tylko mierzyć się w meczach podwórko na podwórko, ale spotkać się z zespołami z innych osiedli. 

Sukces rozgrywek był asumptem do stworzenia przez Domalewskiego Warszawskiej Ligi Szóstek. Tak powstała pierwsza na Ursynowie liga dla amatorów futbolu. 

Szybko się okazało, że chętnych do gry jest jeszcze więcej i z Mokotowa przyszły do u nas rozgrywki Stowarzyszenia Ligowiec z Adamem Grzymskim na czele.

Charakterystyczne, że i Grzymski i Domalewski zaczynali od organizacji zawodów dla dzieci i bardzo szybko przeszli do robienia biznesu z ligą dla dorosłych. 

Takiej metamorfozy nie przeszła np. działająca na przełomie tysiącleci Imielińska Liga Piłkarska w której mogły grać dzieci ze szkół podstawowych. Dziś o tej lidze pamiętają tylko jej uczestnicy i próżno szukać o niej informacji choćby w Sieci. Powód takiego stanu rzeczy jest prozaiczny – założyciele lig dla dorosłych myśleli już jak przedsiębiorcy, organizatorzy IML ze Spółdzielni Mieszkaniowej Imielin byli mentalnie w innym miejscu.

Problemem, który dotykał wszystkich organizatorów rozgrywek był brak odpowiednich boisk. Nie chodziło nawet o wymiary, ale o nawierzchnię. Boiska naturalne były zwykłymi klepiskami na których próżno było szukać trawy. 

Jesienią, a rozgrywki potrafiły trwać nawet do początków grudnia, zdarzało się, że słynny mecz w wodzie Polaków z Zachodnimi Niemcami na mundialu w 1974 roku, to była betka przy tym co się działo w starciu Kultury Fizycznej z PSG czy AFK Służeźni z Barsą.

Władze gminy Ursynów dostrzegały potrzebę boisk, ale ciągle były ważniejsze wydatki. I trudno o to mieć pretensje, bo przecież brakowało wszystkiego i wszystkim.

Z pomocą przyszedł strach. Nie przed wyborcami, ale przed poważnymi zmianami organizacyjnymi. W 2002 roku uchwalono tzw. ustawę warszawską. Stołeczne gminy miały zostać zlikwidowane i zamienione w jednostki pomocnicze dla władz miasta – dzielnice.

Przekładając na bardziej zrozumiały język. Nie było już tak, że gmina zbierała podatki i je konsumowała. Teraz pieniądze szły "do centrali" i to ona wyznaczała kto ile dostanie. 

Samorządowcom się to nie podobało, zwłaszcza naszym. W końcu do biednych gmin Ursynów nie należał.

Postanowiono więc wydać pieniądze tworząc jak najwięcej dla mieszkańców. Zapadła decyzja, że przy szkołach SP 325 przy ul. Na Uboczu 9, przy SP 330 przy ul. Mandarynki 1 oraz przy SP 101 przy ul. Kajakowej 10 powstaną nowe kompleksy boisk w tym pierwsze na Ursynowie boiska piłkarskie ze sztuczną nawierzchnią. 

Jak już jesteśmy przy obiektach, to cofnijmy się do 1992 roku. W czerwcu tego roku oddano do użytku pierwszą z prawdziwego zdarzenia pływalnię. Rozegrano wtedy zawody uczniów SP 309 mieszczącej się przy ul. Koncertowej 4, czyli tam gdzie pływalnia.

Budowa trwała dziewięć lat i skończyła się sześć lat po terminie. Historia bardzo podobna do tej jaka towarzyszyła budowie pierwszej linii metra. Ambitne plany ery komunizmu były rozpoczynane, zawieszano ich realizację i w nowym ustroju postanawiano z mozołem je dokończyć.

Pływalnia długo była jedną na Ursynowie, ale dała początek naszemu lokalnemu publicznemu zarządcy obiektów sportowych – Ursynowskiemu Centrum Sportu i Rekreacji.

Renata Popek, ta sama od UKS-u d'Artagnan, w 1994 została kierownikiem gminnego referatu kultury fizycznej. Dwa lata później ambitna urzędniczka ukończyła podyplomowe studia z zarządzania sportu i otrzymała tytuł Menedżera Roku za opracowanie koncepcji rozwoju kultury fizycznej w naszej gminie.

Świeże, nowoczesne myślenie o sporcie zainteresowało władze. Kierownik Popek przedstawiła im plan stworzenia zakładu budżetowego. W 1998 roku UCSiR rozpoczął funkcjonowanie. Rok później Renata Popek została jego dyrektorem. 

Prócz pływalni na Północnym Ursynowie, UCSiR od UNTS-u przejął opisywane już korty tenisowe przy Hirszfelda. Szybko zaczęły powstawać nowe obiekty jak pływalnia na Imielinie i Kabatach.

UCSiR to nie tylko obiekty, ale i imprezy organizowane dla mieszkańców. Obecnie, przy współpracy z Dzielnicą, mieszkańcy korzystają z zawodów w tenisie stołowym, siatkówce, triathlonie, pływaniu i szachach.

Najważniejszą imprezą jest Grand Prix Ursynowa w pływaniu, która w przyszłym roku, już na początku stycznia, będzie mieć dwudziestą drugą edycję. Dwie pierwsze prowadził jeszcze referat sportu. 

Każdorazowo mityng tego cyklu przyciąga ponad dwustu startujących w wieku od sześciu lat do osiemdziesięciu sześciu, bo tyle ma najstarszy uczestnik zawodów Lucjan Prządo.

Cofnęliśmy się już raz do początku lat 90', to zrobimy to ponownie. W 1990 roku na ursynowskiej scenie sportowej pojawiają się ponownie Janusz Kalinowski i Stanisław Drapiewski z TKKF Ognisko Ursynów. 

Nasi promotorzy biegania rozpoczęli prowadzenie cyklu Grand Prix Warszawy w bieganiu. Postanowiono, że impreza będzie się składać w dziesięciu, dwunastu startów we wszystkich miesiącach poza wakacyjnymi. Klasyfikację prowadzono w bardzo różnych kategoriach wiekowych oraz osobną dla klubów biegacza, których federacji Kalinowski był założycielem.

Do współpracy wzięto TKKF Ognisko Natolin z Grzegorzem Senkowskim na czele. "Ursynów" dawał wiedzę jak zorganizować i przeprowadzić imprezy biegowe, "Natolin" zapewniał współpracę lokalnego środowiska w tym dyrekcji SP 325.

Start wyznaczono między ruinami folwarku Moczydło a miejscem, gdzie dziś stoi budynek Stryjeńskich 19. Biegacze startowali w kierunku niezbyt wtedy ruchliwego skrzyżowania Stryjeńskich z Belgradzką. Biegli kawałek ulicą, skręcali i wbiegali między kościół i osiedle przy Kazury. Mijali "górkę" i dalej biegli aż do Powsina. Następnie wracali jedną z leśnych dróg do miejsca startowego.

Pętla miała dziesięć kilometrów. 

Organizatorzy nie zdawali sobie sprawy, że Las Kabacki jest rezerwatem i przeprowadzanie takich imprez na jego terenie jest nielegalne. Miało to ciekawy finał.

Po kilku pierwszych biegach, na startujących zasadzili się strażnicy leśni. Gdy wezwania do zatrzymania nie podziałały, funkcjonariusze mieli, jak wspomina Janusz Kalinowski, oddać strzały ostrzegawcze z broni gazowej.

W grupie biegnących zapanowało zrozumiałe poruszenie, lecz bohater naszej opowieści zakomenderował z angielską flegmą dalszy bieg, bo "w końcu to bieg i musimy dotrzeć do mety". 

Leśnicy nie poddali się i wpadli za zawodnikami na linię końcową. Kalinowski został zatrzymany. 

Rozmowa z mundurowymi była kolejnym absurdem. Ku zdziwieniu Kalinowskiego okazało się, że nie może on przeprowadzać zawodów na terenie rezerwatu. Na pytanie czy w takim razie możliwe jest przeprowadzenie masowego treningu, otrzymał odpowiedź, że tak, byle uczestnicy nie mieli numerów startowych.

Poinstruowany organizator przed następnym biegiem wyłuszczył startującym, że od tej pory nie ma numerów. Każdy z nich otrzyma karteczkę. Odda ją po skończeniu biegu. W razie kłopotów powie, że brał udział w sprawdzianie biegowy a nie zawodach.

W ten sposób przez lata omijano dziwne zalecenia leśników.

Największą wartością GP była atmosfera. Po skończonym biegu zawodnicy zostawali na grillu z kiełbaskami albo na zupę wydawaną zimą. Środowisko się integrowało. Dziś, po skończeniu startu uczestnicy szybko się rozchodzą. W czasie, gdy do biegaczy strzelano z gazowców i było ich mniej od miłośników filatelistyki, było inaczej.

Organizatorzy weszli w nową rzeczywistość z otwartymi głowami i zachęcali lokalnych przedsiębiorców do zasponsorowania losowanych po biegu nagród czy kiełbasek. Za pomoc, dany mityng otrzymywał nową nazwę.

I tak biegano w Szynk Pol albo Eris Grand Prix. 

Choć organizatorem obecnych edycji GP Ursynowa jest kto inny, to wiele patentów Drapiewskiego i Kalinowskiego jest z powodzeniem stosowana przez Alinę Sakwę z Active Sports.

Rozdział zakończymy krótkim opisem losów w tamtych latach Kazurówki. Najwyższe wzniesienie Ursynowa, jak można znaleźć np. w popularnej encyklopedii internetowej, jest miejscem gdzie latem można spotkać lotniarzy i paralotniarzy. 

To nie prawda. Tak było. Właśnie w latach 90'. Dziś konia z rzędem temu kto spotka na Kazurówce lotniarza.

Po przełomie, coraz więcej ludzi zaczęło realizować, do tej pory niedostępne, pasje. W tym takie jak lotniarstwo. 

Żeby dojechać do Kazurówki nie trzeba było daleko jechać, dawała ona możliwość nauki podstaw latania. Korzystano więc z tego. Skończono, gdy pod koniec lat 90' zaczęła się urbanizacja terenów od strony Lasu Kabackiego. Latanie zaczęło być w tym miejscu po prostu niebezpieczne.

I tak zabrakło kolorowych skrzydeł nad Natolinem.

Życie jednak nie znosi próżni. Powoli na naszej "górce" zaczęli się urządzać rowerzyści grawitacyjni. W końcu, taki teren musi służyć sportowi i rekreacji. Jak nie takiej formie, to innej. 

Inicjatywa mieszkańców, ich coraz większe zainteresowanie różnymi aktywnościami, to coraz silniejsza tendencja i jest ona bardzo charakterystyczna dla nadciągającego do Ursynowa dwudziestego pierwszego wieku.

 

Ku nowemu – XXI wiek

Choć pierwsza linia metra ruszyła w 1995 roku, to nazwany przez nas "efekt metra" zaczął się w pełni objawiać na przełomie tysiącleci. 

Czym on jest? Rozwojem. Tak jak kiedyś osadnictwo rozwijał się wzdłuż traktu kupieckiego, a potem kolejki do Grójca, tak metro biegnące centralnie niczym swoisty kręgosłup przez betonowe osiedla tzw. Wysokiego Ursynowa było bodźcem do rozbudowy.

I to tak silnym, że dzielnica zmieniała się niemalże z dnia na dzień. Starsi mieszkańcy pamiętają zielone łąki w okolicach swych bomów, które teraz są szczelnie zabudowane strzeżonymi osiedlami. Pamiętają Las Kabacki, który był doskonale widoczny z Natolina, bo nic go nie zasłaniają, a sam teren zielony był wtedy pusty. Można było godzinami wędrować i spotykać pojedyncze osoby.

Metro wszystko zmieniło. Przyniosło, nie zawsze przemyślaną, rozbudowę oraz oczywiście nowych mieszkańców. Oni, przyjeżdżający podziemną kolejką ludzie, szybko zapełnili nasz las i obecnie już nie tylko w weekend, ale w tygodniu, obiekt ten bardziej przypomina park a nie rezerwat. 

Rozbudowa przyniosła też powstanie całej masy prywatnych obiektów służących sportowi i zarabianiu pieniędzy. Siłownie, kluby fitness, jogi, małe pływalnie, kluby sportów walki, sale bilardowe, lodowisko, sklepy sportowe, sale zabaw dla dzieci. Mieliśmy nawet, już nie istnieje, halę gokartową. 

Metro, to też większe wpływy, już nie do naszej kasy a miejskiej, ale wbrew obawom Ursynów nie ucierpiał na tym tak jak to wieszczono. Boiska budowano dalej. Powstają one konsekwentnie od lat do dziś. Obecnie każda szkoła albo ma, albo ma mieć w najbliższych miesiącach, oddany nowoczesny kompleks.

Dzielnica zbudowała też własne obiekty powszechnie dostępne dla mieszkańców. Olkówek, kiedyś non stop zalany przy byle deszczu, doczekał się boiska piłkarskiego i dwóch koszykarskich a nawet małych trybun.

Zbudowano boisko w parku Jana Pawła II. Kto dziś pamięta błotnistą łąkę która tam była? Powstały place do gry w koszykówkę przy Dembowskiego i Lasku Brzozowym.

Rewitalizacji doczekało się Jezioro Zgorzała. Przez lata zasypywane śmieciami i gruzem odzyskało część swego dawnego blasku i obecnie jest lęgowiskiem rzadkich gatunków ptaków oraz miejscem rekreacji dla mieszkańców.

Siłownie zewnętrzne, plac zabaw i boisko piłkarskie na Zgorzała to zasługa obywateli, którzy wybrali takie projekty zagospodarowania terenu nad jeziorem w głosowaniu w budżecie partycypacyjnym. 

Mamy parki i place zabaw. Popularne wśród mieszkańców siłownie zewnętrzne oraz dające jeszcze większe możliwości przyrządy do street workoutu. 

W 2008 powstał też Orlik. Jedyny tego typu obiekt na Ursynowie. Jest on zasługą szregowychpracowników urzędu. To oni rozpoczeli prace papierkowe i zainteresowali tematem władze. Te przyklasnęły idei i obiekt oddano po ekspresowej budowie w grudniu tego roku.

Nie było jednak tak kolorowo. Obiekt trzeba utrzymywać, naprawiać i mieć na niego pomysł. A zdawało się, że ratusz przestał się nieco tematem interesować.

Wszystko odmieniło pojawienie się Mikołaja Winnickiego. Były piłkarz i trener szukał zajęcia na stare lata i zaczął doglądać Orlika, sam wykonywał drobne prace. Szeregowi pracownicy mieli wiedzę co trzeba wymienić, co dokupić. Łatwiej było im wiercić dziurę w brzuchu "tym na górze". 

W końcu pojawił się pomysł darmowej szkółki dla dzieci. Był to strzał w dziesiątkę. Zainteresowanie przerosło przewidywania. 

Szkółką działa do dziś, lecz już bez trenera Mikołaja. Odszedł on od nas w tym roku. O jego sukcesie wychowawczym najlepiej świadczy fakt, że na pogrzebie było kilkudziesięciu jego wychowanków i to nie tylko nastoletnich z Ursynowa, ale wielu z piątym krzyżykiem na karku, którzy poznali swojego trenera przed laty, gdy ten zaczynał swą przygodę ze szkoleniem najmłodszych grup wiekowych na Bródnie.

Prócz boisk powstały w ostatnich dwóch dekadach dwa bardzo ważne obiekty już większych gabarytów.

Na początku roku 2002 oddano do użytku kompleks sportowy na kampusie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Pływalnia i hale były elementem znacznie większego przedsięwzięcia jakim było, ukończone w 2003, przenoszeniem wszystkich wydziałów szkoły na teren Ursynowa. Skoro przeniesiono wszystko, to musiała powstać baza dla prężnie działającego AZS-u SGGW.

Oczywiście z obiektów korzystają nie tylko studenci, ale i wielu mieszkańców. Pływalnie SGGW oraz UCSiR-u powodują, że Ursynów ma najwięcej obiektów tego typu na mieszkańca. Oczywiście, zapotrzebowanie jest jeszcze większe, ale nigdy idealnie nie będzie tym bardziej, że trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że na pływalni się nie zarabia. Koszta utrzymania są zbyt wysokie.

Drugą inwestycją, która zmieniła naszą dzielnicę, była Arena Ursynów. Jest to obiekt o sporym znaczeniu dla całego miasta, bo tylko Torwar ma większą pojemność. Choć historia powstawania miała aż nazbyt ciekawy przebieg, bo zakończył się on sprawą sądową, a w końcu ugodą miasta z wykonawcą, to nasza opowieść jest nie o tym.

W 2007 roku, dwa lata po terminie, oddano UCSiRowi pod zarządzanie Arenę. Od tego czasu stała się ona miejscem rozgrywania takich imprez jak: Turniej Warszawski (mający rangę imprezy w ramach Pucharu Świata najstarszy polski i jeden z najstarszych europejskich turniejów judo), Player Tour Championship (prestiżowy turniej snookera), ITTF World Tour Poland (najważniejszy coroczny cykl zawodów w tenisie stołowym), Turniej o Szablę Wołodyjowskiego (jedna na najstarszych imprez szermierczych na świece zaliczana do Pucharu Świata), Memoriał Pytlasińskiego (prestiżowe zawody w zapasach klasycznych wchodzące w skład cyklu Pucharu Europy), Mistrzostwa Europy Drużyn Żeńskich i Męskich w badmintonie, Puchar Polski w koszykówce, Memoriał Ambroziaka (ostatni sprawdzian zespołów siatkarskiej ekstraklasy przed rozpoczęciem sezonu).

To tylko najważniejsze według nas imprezy sportowe jakie odbyły się w tym miejscu w ciągu ostatnich dziesięciu lat. A przecież są jeszcze koncerty, targi i inne imprezy, które ściągają tysiące osób.

W tym samym roku, gdy do użytku oddano Arenę, odbył się w czerwcu Bieg Południa. Z początku była to impreza w której można było pokonać dwa i pół albo pięć kilometrów. Wzięło w niej udział niespełna trzysta osób.

Obecnie, to liczący się w Warszawie bieg uliczny "na piątkę" z bardzo szybką, bo płaską trasą, w którym bierze udział ponad dwa tysiące osób. To nasze największe święto biegania. Dzień w którym tysiące biegają, a niewiele mniej kibicuje im na trasie.

Mieszkańcy pojawiają się również w organizowanej przez ratusz strefie kibicowania, która jest tworzona gdy przez Ursynów suną uczestnicy czy to Maratonu Warszawskiego czy Orlen Maratonu. Gdy strefa pojawiła się po raz pierwszy, było o niej głośno, bo biegacze bardzo docenili wsparcie.

Po latach, dokładniej od 1987 i opisywanych Mistrzostw Świata w biegach przełajowych, postanowiono znów wykorzystać Tor Służewiec do gonitw, ale tym razem z udziałem ludzi, nie koni.

Niezawodny Janusz Kalinowski wraz ze Stanisławem Drapiewskim zorganizowali kameralny cykl Grand Prix Wyścigów Konnych w oczywisty sposób nawiązując do stworzonego przez siebie Grand Prix Warszawy, dziś Ursynowa.

Jednak cykl upadł zanim się na dobre rozkręcił. Udało się zorganizować tylko kilka biegów.

Dwa lata później, w ratuszu powstała idea by zrobić gonitwę o Puchar Burmistrza Ursynowa. Przy okazji pojawił się pomysł biegu charytatywnego po tym samym torze po którym kilka godzin później pobiegną konie. Tak narodziła się Wielka Ursynowska.

W tym roku odbyła się już szósta edycja a wyróżnikiem imprezy na tle wielu innych jest wprowadzenie kategorii dla biegnących boso. Taka przebieżka ma swój urok. Zroszona trawa, miękkie podłoże są wtedy odczuwalne jeszcze bardziej.

Obecnie na całym Ursynowie odbywa się cała masa biegów, treningów i innych imprez dla miłośników przebierania nogami. Prócz wymienianych w tekście: UNTS organizuje nocne biegi na orientację w środku osiedli, po Torze Wyścigów Konnych w grudniu tysiące osób bierze udział w Biegu Mikołajów, mamy sztafetowy Bieg Firmowy w Powsinie, mamy cykl biegów górskich Monte Kazura, Charytatywny Bieg SGGW, Bieg Tygodnika PASSA z udziałem setek dzieci, ekstremalny w formie Runmagedon, cosobotnie bieganie wokół Parku Przy Bażantarni w ramach akcji Parkrun, grupy biegowe, sklepy.

W skrócie. Najpopularniejszą formą aktywności w naszej dzielnicy jest obecnie bieganie. Wystarczy wyjść na ulicę i przejść się chwilę, by minąć choć jedną osobę oddającą joggingowi. W Lesie Kabackim więcej jest dziś biegaczy niż spacerowiczów.

Nowe lata to powstawania coraz to nowych klubów i wprowadzanie na Ursynów kolejnych dyscyplin.

W 2002 roku z inicjatywy świeżo upieczonych absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego Błażeja Maresza i Andrzeja Michnika, naszych sąsiadów, zostaje założony Warszawski Klub Kolarski.

Z początku przedsięwzięcie dla grupy znajomych przerodziło się klub o zasięgu ogólnowarszawskim prowadzącym najlepsze szkolenie w Polsce w kolarstwie górskim w olimpijskiej dyscyplinie cross country.

Klub był współorganizatorem Mistrzostw Polski w kolarstwie górskim, które w tym roku odbyły się na Kazurówce. Tydzień później w tym samym miejscu odbyły się finały Mistrzostw Polski juniorów młodszych w których WKK w klasyfikacji generalnej daleko w tyle zostawił konkurencję.

To właśnie najlepszy przykład tego co najlepszego dzieje się obecnie w naszym sporcie klubowym.

Ale wymieniajmy dalej. W 2009 roku w nowopowstałej hali Szkół Fundacji Primus, na naszych Kabatach, powstaje UKS Lupus. Klub miał w swej historii kilka sekcji, ale od początku wybijała się tenisa stołowego.

Klub ma na siebie pomysł, potrafi zdobyć sponsorów, trenuje również dorosłych, integruje środowisko wokół siebie, przeprowadza zawody wysokiej rangi, organizuje turnieje w innych szkołach by zarazić "pinglem".

Stare klubu też nie próżnują. W 2007 roku z UNTS wydzieliła się sekcja lekkoatletyczna. Tak powstał Akademicki Klub Sportowy Ursynów. Nazwa jest związana z nadzieją, że SGGW wybuduje na miejscu starego boiska piłkarskiego stadion dla "królowej sportu".

Choć nic z tego nie wyszło, to AKL dalej prowadzi szkolenie na wysokim poziomie o czym może świadczyć choćby zajęcie trzeciego miejsca w tegorocznej Warszawskiej Lidze Lekkoatletycznej. 

UNTS, po przeniesieniu siedziby na Zielony Ursynów do prowadzonej przez prezes Joannę Parfianowicz Szkoły Podstawowej nr 96, skoncentrował się na biegach na orientację. I zrobił to bardzo skutecznie.

Najwybitniejszym wychowankiem UNTS jest Piotr Parfianowicz, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, który jest złotym medalistą Mistrzostw Świata i Europy juniorów. 

Klub prowadzi też znane cykle biegów na orientację – Warszawa Nocą i Szybki Mózg. Każdorazowo etap przyciąga ponad dwustu biegaczy.

Jak już wspomnieliśmy KS Metro może się pochwalić wychowaniem trzech Mistrzów Świata seniorów. Każdy z nich przeszedł przez ręce Wojciecha Szczuckiego co sami nie raz podkreślają w wywiadach. Ciekawe ilu trenerów siatkówki młodzieżowej na świecie może się pochwalić takim sukcesem?

KS Metro prowadzi również sekcję seniorską, która gra w II lidze. Inne kluby również dają możliwość wyczynowej gry dorosłym. SEMP ma zespół, który przewodzi Warszawskiej Lidze Okręgowej, UKS Lupus ma aż trzy ekipy grające odpowiedni w piątej, czwartej i trzeciej lidze tenisa stołowego.

Najwyżej zaszła drużyna Klub Koszykarskiego Warszawa, która dwa lata temu rozpoczęła ścisłą współpracę z UKS GIM 92. Zespół prowadzony przez Andrzeja Kierlewicza i Marka Popiołka gra obecnie w I lidze koszykarskiej.

I w ten sposó przejdźmy w końcu do przedstawienia obecnie najsilniejszego klubu sportowego na Ursynowie. Uczniowski Klub Sportowy GIM 92 powstał w 2005 roku przy szkole mieszczącej się przy Koncertowej 4.

Metodyczna praca, nie spoczywanie na laurach, gdy przyszły sukcesy, ciągłe pomysły na rozwój oraz świetne zaplecze przyniosło olbrzymie sukcesy. Największym z nich było zdobycie w 2012 klubowego Wicemistrzostwa Polski i Szkolnego Mistrzostwa Polski.

Najmocniejszymi sekcjami Gimu są sekcja męskiej koszykówki i pływania, ale osiągnięciami może się pochwalić również sekcja żeńskiej siatkówki i cheerleaderek. 

Dawna SP 309 miała niemalże od samego początku szczęście do inwestycji w obiekty. Najpierw przy szkole pod koniec lat 80' powstała okólna bieżna długości 300 metrów. Jak już wspomnieliśmy w 1992 pływalnia.

Choć z bieżni już po dekadzie nie było śladu, to inwestycje XXI wieku przyniosły jej odtworzenie, powstanie największego na Ursynowie boiska ze sztuczną nawierzchnią, boiska do koszykówki.

Dyrektorowi Gimnazjum 92 Mariuszowi Karczewskiemu nie trzeba było tłumaczyć, że prowadzenie szkoły ma też w sobie coś z przedsiębiorczości. Wiedział, że wynajem obiektów, to pieniądze dla jego placówki, a szkoły nigdy na ich nadmiar nie narzekały.

W 2014 roku placówka oświatowa wraz z ratuszem i firmą Let's GO dogadały się co do warunków i boisko przy Koncertowej pokryto balonem. Było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie na Ursynowie, które stało się przykładem dla innych. Obecnie na sezon jesienno-zimowy balonem pokrywa się też boiska przy szkoła przy Sarabandy i Kajakowej.

Przy okazji inwestycji z 2014 zgodzono się by boisko zewnętrzne do piłki ręcznej zasypać piaskiem. Tak dzielnica zyskała boiska do siatkówki plażowej, a firma Let's GO kolejny obiekt do zarabiania.

Szkoła ma imponującą bazę obiektów, ale służą one przede wszystkim uczniom, a nie pozyskiwaniu dodatkowych funduszy.

Mówiąc o Gimnazjum 92 z dumą możemy przejść do omawiania sportu szkolnego. A Gim 92 jest w nim naszym lokalnym liderem od lat.

Warszawska Olimpiada Młodzieży ma dość proste zasady. Rywalizują w niej wszystkie szkoły, od podstawówek po licea, publiczne i prywatne. Najpierw w dzielnicy odbywają się eliminacje w danej dyscyplinie, a następnie zwycięzca jedzie walczyć w miejskich finałach z reprezentacjami innych części stolicy.

Nasze szkoły od lat osiągały sukcesy w WOM-ie. Pracownik naszego ratusza Eugeniusz Dąbrowski organizował zawody, doglądał by wszystko było jak najlepiej i mimo problemów z obiektami, Ursynów cały czas się był placem niedokończonej budowy, rozgrywano zawody w prawie wszystkich dyscyplinach. 

Mieliśmy złota w piłce ręcznej (SP 336 i LO 109), piłce nożnej (SP 325) czy unihokeju, gdzie SP 101 (po reformie Gim 91) z Kajakowej sięgało nawet po złoto Szkolnych Mistrzostw Mazowsza!

Niemniej, w klasyfikacjach generalnych WOM-u zajmowaliśmy peryferyjne lokaty.

Potrzeba było czasu. Wszystko zmieniło, to o czym już w sumie pisaliśmy. Z pustyni sportowej Ursynów zaczął stawać się polem działań coraz prężniejszych klubów, które szkolą w najprzeróżniejszych dyscyplinach. 

Wiele klubów rozpoczęło współpracę ze szkołami i tworzyło w nich klasy sportowe.

Efekty zaczęły przychodzić w okolicach 2010 roku. Ursynów coraz śmielej przebijał się do czołówki klasyfikacji WOM.

Olbrzymia w tym zasługa Gimnazjum nr 92. Szkoła prócz własnego klubu i prowadzonych przez niego klas, nawiązała współpracę z SEMP-em, który dał piłkarzy oraz Tie-Breakiem, który utworzył klasę tenisa ziemnego.

Obecnie jesteśmy gorsi w sporcie szkolnym tylko do Śródmieścia, które od lat dominuje rozgrywki głównie dzięki szkole Mistrzostwa Sportowego przy Konwiktorskiej.

Jednak tak jak kiedyś dzieliło nas od nich bardzo dużo oczek, tak teraz o kwesti pierwszeństwa decyduje minimalna różnica. 

O sporcie szkolnym możemy długo. Proszę zajrzeć do naszego działu Sport szkolny i zobaczyć ile jest relacji z finałów WOM, które przyniosły nam medale lub wysokie lokaty.

Wymienimy tylko najważniejsze sukcesy z zeszłego roku szkolnego. W klasyfikacji generalnej i medalowej drugie miejsca, nasze podstawówki i gimnazja w klasyfikacji zbiorczej dzielnic – najlepsze w stolicy, Gimnazjum nr 92 drugie spośród wszystkich gimnazjów, LO 70 pierwsze w szkołach ponadgimnazjalnych!

Zainteresowanych raz jeszcze odsyłamy do działu sportu szkolnego.

Najważniejsze, że Ursynów ze sportowej prowincji stał się niekwestionowaną potęgą. To zasługa dyrektorów ułatwiających wiele spraw organizacyjnych zaangażowanym nauczycielom, którzy z kolei często szkolą jako trenerzy w jednym z wielu naszych klubów.

Wszystko jest ze sobą połączone. Sukces jednych pomaga innym. 

Mamy program dzielnicowy Sportowe Przedszkole, zajęcia i imprezy pływackie dla tej grupy dzieci, przedszkola organizują zawody sprawnościowe. W pierwszych klasach szkół podstawowych, niestety nie objętych obowiązkowymi lekcjami wychowania fizycznego, prowadzony jest miejski program Od Zabawy do Sportu, w niektórych dyscyplinach są już prowadzone klasy sportowe, potem młodzież bierze przez cały okres szkolny udział w Warszawskiem Olimpiadzie Młodzieży, ma do dyspozycji całą masę zajęć wyczynowych i rekreacyjnych. Dzielnicą cały czas rozbudowuje szkolne obiekty sportowe. Powoli kończy się era tworzenia boisk zewnętrznych a zaczyna rozbudowa hal, bo szczególnie w najstarszych szkołach są one zbyt małe.

Obiekty dają możliwość prowadzenia szkolenia z prawdziwego zdarzenia. Korzystają z tego dzieci na zajęciach szkolnych oraz wyczynowych, bo kluby mogą je prowadzić. Dzięki temu mamy sukcesy w sporcie szkolnym i klubowym. 

Dorośli również korzystają z bazy obiektów. Ich różnorodność daje wiele możliwości. Trenujący dorośli mają trenujące dzieci.

I tak się wszystko napędza. 

Coraz lepiej tę zależność rozumieją również mieszkańcy, którzy zaczynają coraz silniej angażować się w życie dzielnicy. Również to sportowe.

Zanim jeszcze pojawił się budżet obywatelski bardzo silne lobby stworzyli nasi cykliści. Pisaliśmy obszernie o tym, że Ursynów na tle innych obrzeżnych dzielnic Warszawy wyróżnia się bardzo dobrą infrastrukturą rowerową. Olbrzymia w tym zasługa naszych lokalnych działaczy, którzy tak długo chodzili za pewnymi sprawami, że je po prostu wychodzili, kolokwialnie rzecz ujmując.

Od 2014 w Warszawie działa budżet partycypacyjny i od początku widać, że nie jest on obojętny mieszkańcom. Choć nadal szwankuje to, że głosujących powinno być znacznie więcej. Stąd potem nieporozumienia, gdy okazuje się, że ludzie zaczynają protestować i blokować jakąś inwestycję "bo oni są przeciw, a wcześniej nic nie wiedzieli".

Jednak liczba projektów świadczy, że chcących coś zmienić jest coraz więcej. Efektem są liczne przedsięwzięcia w tym oczywiście te sportowe: polanka na Raabego, nowe siłownie czy place zabaw, drogi rowerowe, obiekty nad Jeziorem Zgorzała, boisko przy SP 303 (ul. Koncertowa 8), zajęcia zumby czy samoobrony dla kobiet. 

W końcu, władze i mieszkańcy zaczynają współdziałać. Wiele jest jeszcze do zrobienia, ale przyszłość Sportowego Ursynowa rysuje się w jasnych barwach.

Zacznij ją tworzyć i Ty! 

 

Autor: Aleksander Domański

Temat jest pokaźny jak widać, więc zdaję sobie sprawę z ewentualnych błędów, przeinaczeń czy pominięć rzeczy, osob, spraw istotnych. Zainteresowanych kontaktem zapraszam do pisania na adom84@gmail.com.

Archiwum aktualności

Kalendarz

Październik 2019

po wt śr cz pt so nd
1
Events of the day 2 Październik 2019 (środa)
3
4
Events of the day 5 Październik 2019 (sobota)
Events of the day 6 Październik 2019 (niedziela)
7
8
Events of the day 9 Październik 2019 (środa)
10
11
Events of the day 12 Październik 2019 (sobota)
Events of the day 13 Październik 2019 (niedziela)
14
15
Events of the day 16 Październik 2019 (środa)
17
18
Events of the day 19 Październik 2019 (sobota)
Events of the day 20 Październik 2019 (niedziela)
21
22
Events of the day 23 Październik 2019 (środa)
24
25
Events of the day 26 Październik 2019 (sobota)
Events of the day 27 Październik 2019 (niedziela)
28
29
Events of the day 30 Październik 2019 (środa)
31

Na czasie

X

Wyślij link znajomemu