Dzielnica Ursynów Serwis sportowo-rekreacyjny Ursynowa  

Odejście Giganta

06.09.2016
Pozostałe

Gigant - nie tylko dlatego, że mierzy ponad dwa metry i waży prawie sto pięćdziesiąt kilo. To przede wszystkim dwukrotny złoty medalista olimpijski. Żywa legenda pchnięcia kulą. Jeden z trzech zawodników w historii tej dyscypliny, który może pochwalić się takim osiągnięciem.

Tomasz Majewski to nasz sąsiad. Od lat mieszka na Ursynowie. Już w trakcie studiów politologicznych na UKSW można było go spotkać siedzącego w pociągu metra i czytającego książki. Czytanie to jedna z jego pasji. Skromność nie opuściła mistrza i nadal można go spotkać czy to w sklepie czy spacerującego ze swym synem i żoną. Woda sodowa nigdy nie uderzyła mu do głowy.

Wywodzący się z wioski Słończewo, położonej osiemdziesiąt kilometrów od Warszawy, z początku nie interesował się sportem tak bardzo, że unikał lekcji wychowania fizycznego. Chciał zostać pisarzem. W końcu jednak przekonał się do aktywności fizycznej. Jego warunki fizyczne pchnęły go do koszykówki. Choć z planów zastania drugim Jordanem nic nie wyszło, to Tomek do dziś kibicuje Detroit Pistons. 

Namówiony przez stryjecznego brata, trenera skoków, rozpoczął przygodę z lekką atletyką. Na początku był trójskok, potem przyszedł czas na rzut dyskiem i w końcu pchnięcie kulą. Ten moment kariery przypadł na pobyt w Ciechanowie, gdzie Majewski uczył się w liceum. 

Przenosiny na studia do Warszawy oznaczało zmianę trenera z Witolda Suskiego na Henryka Olszewskiego. To zmieniło Tomka z zawodnika z pierwszej dziesiątki w kraju na Mistrza Polski.

Na pierwsze igrzyska pojechał do Aten. Kwalifikację wywalczył dopiero tuż przed zapaleniem olimpijskiego znicza. Konkurs pchnięcia kulą odbywał się w Olimpii, w miejscu, gdzie przed tysiącami lat greccy atleci oddawali hołd Zeusowi. Konkurs dla Polaka był o tyle udany, że pobił swój rekord życiowy. Starczyło to na osiemnastą lokatę. 

Rok później przyszedł pierwszy międzynarodowy sukces – złoto uniwersjady. Jednak poważne medale zaczął zdobywać dopiero w 2008 roku. Najpierw sięgnął po brąz Halowych Mistrzostw Świata, potem po krążek z najcenniejszego kruszcu podczas Igrzysk w Pekinie. 

To było zaskoczenie dla wszystkich. Nikt nie liczył przed igrzyskami na złoto dla Polski w pchnięciu kulą. Była to o tyle miła niespodzianka, że zbiegła się niemalże co do dnia z dziesiąta rocznicą śmierci Władysława Komara, naszego złotego kulomiota z igrzysk w Monachium. Majewski, jak to ma w zwyczaju, podszedł do tego ze stoickim spokojem. 

- Konkurs to historia. Miało być dobrze i było. Teraz czas na następne starty –powiedział w wywiadzie tuż po odebraniu krążka i wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego.

„Zawsze do przodu” - to jego motto życiowe.

Choć w późniejszych latach Tomek zdobywał srebro Mistrzostw Świata i złoto Mistrzostw Europy, to podczas igrzysk w Londynie, to nie Majewski był głównym faworytem do mistrzostwa. A jednak. Znów zaskoczył wszystkich i jako trzeci zawodnik w historii nowożytnych igrzysk obronił złoto olimpijskie w pchnięciu kulą. To zapisało Polaka na zawsze w historii, nie tylko naszego rodzimego olimpizmu.

W tym roku, w Rio, Tomek był szósty. To świetny wynik patrząc z jaką ilością kontuzji musiał się mierzyć w ostatnich latach. Do końca kariery zachował wysoką formę. Na Memoriale Kamili Skolimowskiej znów pchnął powyżej dwudziestu jeden metrów. To był jego najlepszy wynik od czterech lat. Wspaniałe pożegnanie z polską publicznością.

Wczoraj w Zagrzebiu Tomasz Majewski pchnął kulą na zawodach seniorskich po raz ostatni. 

Dziękujemy za te wszystkie lata, niebywałe wzruszenia i wyniki jakich inni kulomioci mogą tylko pozazdrościć. Chylimy czoła przed prawdziwym Mistrzem!

Archiwum aktualności

Kalendarz

po wt śr cz pt so nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
X

Wyślij link znajomemu