Dzielnica Ursynów Serwis sportowo-rekreacyjny Ursynowa  

Genowefa Patla, nasza olimpijka: Chciałabym wychować mistrza!

01.06.2019
Pozostałe

Genowefa Patla, oszczepniczka, olimpijka z Barcelony, nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 336 (byłym Gimnazjum nr 94), trenerka AKL Ursynów. A przede wszystkim ursynowianka! Opowiada nam o dawnym Ursynowie, początkach kariery i planach na przyszłość. Bo nasza mistrzyni nie potrafi się zatrzymać! Ma też jedno skryte marzenie.

Długo mieszka Pani w Warszawie?

30 lat.

Ale pochodzi Pani z Podkarpacia, z Jeżowego. Tak naprawdę doszukując się znanych postaci stamtąd można wskazać Panią i Mateusza Święcickiego, komentatora i dziennikarza sportowej telewizji, Eleven Sports. Zawsze wspominał o klubie piłkarskim Sparta Jeżowe…

A wie Pan, że w Sparcie grali moi bratankowie/siostrzeńcy? W sumie to nawet jeszcze grają…

Ciekawa sprawa. Skupimy się jednak na Pani i na Warszawie. 30 lat to bowiem długi czas…

Zmieniło się bardzo dużo – wprowadziłam się tutaj w 1988 roku. Wcześniej przez 10 lat mieszkałam na Akademii Wychowania Fizycznego. Tam byłam przez 23 lata zawodniczką AZS AWF, z którego struktur wyszłam dopiero w 2003 roku. Ale jeśli chodzi o Ursynów czy też nawet o tę część, w której mieszkam – czyli Stokłosy – widzę, jak mocno rozwinęła się dzielnica. Widzę też, jak pięknieje cała stolica. Nie ukrywam, że kiedy przyjechałam tutaj, to byłam rozczarowana wyglądem Warszawy…

Było szaro?

Tak – to chyba najlepsze określenie. Stolica jawiła mi się jako coś ładniejszego, przynajmniej z wyglądu ulic i budynków. Ale dobrze wiemy, że do Warszawy ściągnęły mnie lepsze niż na Podkarpaciu warunki treningowe. W Warszawie była hala treningowa, trafiłam pod skrzydła lepszych trenerów. A samo miasto – od strony mieszkaniowej – pięknieje dopiero od paru lat. Widać poprawę infrastruktury. Ursynów jest prężny akurat w każdej dziedzinie – budownictwo, a także sport, to tylko niektóre przykłady.

Uczę już w gimnazjum nr 94 (Szkoła Podstawowa nr 336) już 22 lata. Zauważam bardzo korzystne zmiany w infrastrukturze obok szkół, a także w umiejętnościach dzieci. Jest to bardziej przyjazne uprawianiu sportu, a przecież od najmłodszych lat warto zaczynać przygodę z nim. Kiedyś raptem pięcioro dzieci na całą grupę umiało pływać, a teraz - ponieważ pływalni jest więcej, a także sama świadomość wzrasta - widać, że 90% grupy już pływać potrafi. Mówię o tym na przykładzie klas początkowych, bo teraz każdy się tego sportu od małego. Mamy do dyspozycji baseny, mamy boiska, różnica jest duża.

A to akurat ciekawe – przecież słychać narzekania klubów sportowych na to, że mają zbyt słabą infrastrukturę, a także lamenty, że dzisiejsze dzieci oraz młodzież to pokolenie tabletów, które ignoruje sport…

(śmiech) To poszło teraz w drugą stronę, to prawda. Ale na początku, gdy zaczynałam pracę jako nauczyciel, naprawdę nie było gdzie trenować. Dziś jest łatwiej – bieżnie, skocznie, boiska wielofunkcyjne przy szkołach – nawet takie rzeczy ułatwiają sprawę. Na Ursynowie powstaje tego naprawdę dużo. Żeby zachęcić młodzież, trzeba dać im to miejsce do treningów i trochę się „nagimnastykować”…

A jak jest z nakłanianiem do sportu, który uprawia Pani? Lekkoatletyka ma wzięcie?

To jest specyficzny sport. Rzut oszczepem, pchnięcie kulą, rzut dyskiem – tu potrzeba trochę tężyzny, siły fizycznej. W innych konkurencjach potrzebne też są szybkość i skoczność, tutaj raczej trzeba wytrenować dobrze ręce. Wśród młodych przerobiłam już sporo selekcji, miałam zawodnika, który osiągał wyniki ok. 63 metrów. Trenował też ze mną chłopak z Legii, rzucający ok. 65 metrów, ale po jakimś czasie sam postanowił założyć klub lekkoatletyczny, także na Ursynowie.

Młodzież jest nam także nie raz podsyłana – akurat do pchnięcia kulą nie ma aż takich „kolejek do kariery”. Prościej jest namówić do rzutu oszczepem. Mamy słabe warunki, jeśli chodzi o trening rzutów przy szkole, a trenujemy na sprzęcie zastępczym – piłeczkami palantowymi, małymi piłkami lekarskimi. Dopiero wiosną jeździmy na specjalistyczne treningi na stadion Skry Warszawa. Brakuje na pewno na Ursynowie stadionu lekkoatletycznego.

AKL Ursynów o takowy zabiegał…

Były szanse, walczyliśmy o niego 20 lat. Był projekt budowy stadionu przy ul. Hirszfelda, później przy SGGW – ale to także nie wypaliło. Ogromna szkoda… to jest tak duża dzielnica, że powinno coś takiego się tu znaleźć.

Z Urszulą Kielan, przyjaciółką ze sportowych aren

Do jakiego sportu najłatwiej zachęcić dzieci? Tylko do piłki nożnej?

Do piłki nożnej głównie zachęci się chłopców. Ale jeśli chodzi o sporty ogólnorozwojowe, to warto w każdym wieku – ale szczególnie 10-12 lat – przekonać dzieci do jakiegokolwiek sportu. A lekkoatletyka, sporty ogólnorozwojowe – to się przyda wszędzie, jak najbardziej wskazane są te dyscypliny sportu. Dopiero po ukończeniu 12. roku życia można szukać czegoś, w czym ktoś się chce specjalizować. Oczywiście, trzeba ostrożnie do tego podchodzić, bez uszczerbku na zdrowiu. 

Czy trudno jest namówić dzieci? Cóż… dzieci w Warszawie mają dziś wiele innych kuszących propozycji, to miasto oferuje im nie tylko miejsce do zabaw i gier. Mają inne rozrywki, nie chcą się męczyć. Ale na zajęcia sportowe poza lekcjami przychodzi spora grupa dzieci. Przyprowadzają je rodzice, albo dziecko samo chce trenować. Oglądanie medalistów mistrzostw świata, Europy, igrzysk olimpijskich – to też pomaga i sprawia, że dzieciaki mają swoich idoli, chcą być takie jak oni. Mogą brać z kogoś przykład, widząc te transmisje…

Akurat w rzucie oszczepem także o idolkę nie jest trudno – Maria Andrejczyk przecież odnosi sukcesy.

A przecież na Ursynowie mieszka też Tomasz Majewski – jego osiągnięcia także robią wrażenie na dzieciach.

Kim się Pani teraz czuje bardziej – trenerką czy nauczycielką?

Uważam, że nauczyciel to zawód zobowiązujący. Od nauczyciela zależy bardzo dużo – na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że przez kontakty nauczyciela z rodzicem, zainteresowanie człowieka swoim przedmiotem (w tym przypadku wychowaniem fizycznym), przekonywanie, że dziecko ma talent – to zawsze są początki sportowca. Tak było ze mną – nauczycielka to we mnie dostrzegła, tak samo trener klubowy na początku kariery.

Mówi Pani o początku, a my tak naprawdę nie widzimy końca tej przygody z lekką atletyką. Do dziś przywozi Pani medale z mistrzostw weteranów!

Tak, Toruń (gdzie odbywały się tegoroczne mistrzostwa - dop. redakcja) był przyjemną imprezą. Ale przed karierą weteranki też sporo się działo. W 2003 roku zakończyłam karierę zawodową – miałam złamaną rękę, minęło już sporo lat mojej kariery. To już nie był ten wiek. Potem zajęłam się moimi dziećmi – mam dwie córki, Malwinę i Dominikę. Młodsza z nich ma 23 lata, starsza – 32 lata. Są już dorosłe, więc mogłam znowu poświęcić się mojej pasji. Wystarczy podtrzymać kondycję i formę.

Przez całe życie zajmuje Panią tylko sport?

Tak, ale proszę spojrzeć, że to jest lekka praca, prawda? Nie idzie się do pracy dlatego, że się musi, tylko dlatego, że się chce. Sport nas kształtuje – ale gdyby się go nie kochało, to życie nie miałoby sensu. A zważywszy na to, że wykonuję też zawód nauczycielki, to mogę pracować z młodzieżą. Utrzymuję kondycję także poprzez prowadzenie zajęć fizycznych. Ćwiczenia koordynacyjne jeszcze jakoś mi nawet wychodzą! (śmiech)

Potrafi Pani wskazać jeden moment z kariery zawodowej, który najbardziej zapadł pani w pamięć? Najlepsze były igrzyska w Barcelonie w 1992 roku czy jednak któryś ze złotych medali mistrzostw Polski?

Oj, Barcelona była ogromnym przeżyciem, ogromnym stresem – tam nieszczęśliwie udał mi się daleki pierwszy rzut, ale go spaliłam. Później już nie udało mi się powtórzyć odległości. Zabrakło mi chyba 90 cm do osiągnięcia wyniku, który dałby finał.

Natomiast najlepiej i tak wspominam raczej mistrzostwa Europy w Stuttgarcie z 1986 roku. Zostało mi to w pamięci, ponieważ wówczas odbywała się duża selekcja, jeśli chodzi o wyjazdy na imprezy zagraniczne. Nie było nawet pewności do ostatniej chwili, czy pojedzie się na zawody – z uwagi na ograniczenia w przejazdach przez granice kraju. Wprowadzono już wtedy minimum na mistrzostwa – które trzeba było powtarzać dwa razy. Trzeba było potwierdzić swoją formę. Mnie powołano na ostatnią chwilę – odnotowałam wtedy swój najlepszy wynik, piąte miejsce. Niemcy mieli już wtedy taką technikę, że nagrywali każdy rzut. Zresztą jedyne nagrania moich rzutów sprzed lat, jakie znajdzie się na YouTube’ie, to właśnie te z 1986 roku. U nas nie było czegoś takiego – nie nagrywano rzutów, nie analizowano element po elemencie…

Teraz podczas mistrzostw weteranów chodzi tylko o dobrą zabawę, a nie o rywalizację?

Ja traktuję te mistrzostwa jako okazję do spotkania się z ludźmi. Na pewno jednak motywacją jest to, że człowiek podtrzymuje przez to swoją formę. Gdybym nie zadeklarowała swoich startów, pewnie nie byłabym aż tak zmobilizowana do treningów. To mi pomaga. Mogę wyjechać sobie na 10 dni, sama, wówczas trenuję i przygotowuję się do zawodów. A też zdaję sobie sprawę, że dla Ursynowa i dla mojej szkoły to jest pewnego rodzaju promocja, mogą się kimś pochwalić… 

Genowefa Patla (wówczas Olejarz) na ME 1986 r. w Stuttgarcie

Gdyby mogła Pani przenieść jedną rzecz z tych początkowych lat w Warszawie, to co by to było?

Nie pamiętam Ursynowa od strony sportowej. Kiedy tutaj przyjechałam, zajmowałam się dziećmi. To był jeden cykl: dzieci-praca-dom, dzieci-praca-dom. Ale Ursynów był dla mnie ciężki pod względem poruszania się po tych wszystkich alejach. A chodziłam z wózkiem dziecięcym. Przejścia były kompletnie niedostosowane. Dopiero dziś można się normalnie poruszać. A ze sportu? Nie wiem, raczej dziś wszystko jest dużo lepiej rozwinięte – i infrastruktura (choć mogłoby być jeszcze lepiej), i kluby, których – jak już zauważyliśmy jest dużo. Więc z przeszłości… chyba ustaliliśmy raczej, czego bym nie przeniosła (śmiech). Jedyna rzecz, która mi przychodzi na myśl od strony sportowej, to nieograniczony wówczas dostęp do hali sportowych należących do AWF. Dziś są z tym problemy – nie ma pełnego dostępu o każdej porze dnia i nocy. To bym przeniosła – większą swobodę w korzystaniu z tych hali. Każdy mógł trenować, ile chciał. A hala AWF na pewno by się przydała…

Po co dzisiaj człowiekowi jest potrzebny sport?

Sport kształtuje charakter. Człowiek może nie rozumie na początku, że kształtuje swoje cechy – wytrzymałość, odwagę, podejmowanie decyzji w szybki sposób, nabywa kontakty międzyludzkie. Mówi się, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale to nie tylko o to chodzi. Wychowanie przez sport to jedna z najlepszych dróg wychowania – uczy to punktualności, wydolności, wytrwałości. Sport przynosi duże korzyści. Mam taką nadzieję, że jak najwięcej ludzi uda się do tego przekonać.

Jak dumna może być lekkoatletka, która widzi, że jej bazowa dyscyplina jest w tym momencie chyba drugą najpopularniejszą w sporcie – po piłce nożnej? O sukcesach już nie wspominamy, bo te są większe niż w piłce nożnej…

Powiem tak – lekkoatletyka być może jest i będzie królową sportu. To cieszy, Polacy pokazują, że są zadziorni, waleczni. A poza tym wychowanie jednego lekkoatlety kosztuje jednak dużo mniej niż stworzenie drużyny 22-23 zawodników na profesjonalnym, dobrym poziomie. Lekkoatletyka to sport indywidualny, każdy kształci się na własny rachunek. Jedno nazwisko chwali Polskę. Dzięki temu, że nasi trenerzy są pasjonatami i poszukiwali perełek, nie przegapiono talentów Anity Włodarczyk, Tomasza Majewskiego, Piotra Małachowskiego.

Czuje się Pani – trochę tak jak oni - życiową szczęściarą?

Jak najbardziej – odnalazłam swoją niszę, odnalazłam coś, w czym jest dobra. To moja dyscyplina. Uprawiałam sport, trafiłam na świetnych szkoleniowców, a do tego zwiedziłam przy okazji kawał świata – to pewnie nie zdarzyłoby się, gdybym zajęła się czymś innym. Kiedy niedawno rzuciłam rekord świata w kategorii weteranów – mówimy o wyniku 47,14 metra – to w przeliczeniu na wyniki profesjonalne stać mnie było na 67 metrów. Czyli mówimy tu o wyniku świetnym. Kiedy startowałam w latach 80. XX wieku, to czułam, że na to było mnie stać. Ale tak czy inaczej, nie uważam, żeby w moim życiu było dużo pecha. Wiele rzeczy mi się udało, jestem zadowolona. To, co mogłam, to zrobiłam. Miałam w sobie wolę walki i osiągnęłam dużo. Dziś na pewno zawody traktuję jako okazję do spotkania się z ludźmi. Takie mistrzostwa organizowane są ostatnio na szczeblu województwa mazowieckiego, gdzie startują drużyny.

Tak czy inaczej – jest pani inspiracją. Dalej pozostaje pani aktywna, dalej chce pani trenować, dalej chce pani działać… Jakie cele sobie pani stawia?

Chciałabym wychować mistrza. To by oznaczało, że ta praca coś przyniosła - wzrosłaby satysfakcja z tej pracy, która i tak mnie cieszy. A także dalej wychowywać poprzez sport – nawet jeżeli moim wychowankom nie wyjdzie później w zawodowej karierze, to zawsze to, czego się nauczył, przyda mu się w życiu. Będzie trenował amatorsko, będzie się rozwijał w innej dziedzinie, ale o sporcie nie zapomni.

I tego życzymy! Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Rafał Majchrzak

Archiwum aktualności

Kalendarz

Wrzesień 2019

po wt śr cz pt so nd
Events of the day 1 Wrzesień 2019 (niedziela)
2
3
Events of the day 4 Wrzesień 2019 (środa)
5
6
Events of the day 7 Wrzesień 2019 (sobota)
Events of the day 8 Wrzesień 2019 (niedziela)
9
Events of the day 10 Wrzesień 2019 (wtorek)
Events of the day 11 Wrzesień 2019 (środa)
12
13
Events of the day 14 Wrzesień 2019 (sobota)
Events of the day 15 Wrzesień 2019 (niedziela)
16
17
Events of the day 18 Wrzesień 2019 (środa)
19
20
Events of the day 21 Wrzesień 2019 (sobota)
Events of the day 22 Wrzesień 2019 (niedziela)
23
Events of the day 24 Wrzesień 2019 (wtorek)
Events of the day 25 Wrzesień 2019 (środa)
26
27
Events of the day 28 Wrzesień 2019 (sobota)
Events of the day 29 Wrzesień 2019 (niedziela)
30

Na czasie

X

Wyślij link znajomemu