Dzielnica Ursynów Serwis sportowo-rekreacyjny Ursynowa  

25 lat Metra. "Praca u podstaw jest najtrudniejsza" WYWIAD

15.02.2019
Gry zespołowe
Pozostałe

Rozpoczęło się od młodzieżowej sekcji dla chłopców chcących pograć w siatkówkę - w 1994 roku powstał klub o nazwie Metro Warszawa. Dziś jest to jedna z najbardziej znanych polskich młodzieżowych drużyn w tej dyscyplinie sportu. Rozmawiamy z prezesem i trenerem drużyny seniorów, Wojciechem Szczuckim o dotychczasowych osiągnięciach ursynowskiego klubu i szansach na I ligę.

W tym roku KS Metro obchodzi 25-lecie istnienia. Na pewno jesteście dumni z tego, że udało się dobić do srebrnej rocznicy. Jakie towarzyszą temu uczucia?

Na pewno jesteśmy. Nie tyle z samej tej rocznicy, ale raczej z tego, czego udało nam się dokonać przez te lata istnienia. Osiągnęliśmy sporo jako klub młodzieżowy. Mamy swoją renomę. Naliczymy przez te lata sporo mniejszych lub większych sukcesów. Oprócz medali mistrzostw Polski, które udało nam się zdobyć przez te lata, naszą dumą i satysfakcją jest to, że nasi wychowankowie stali się później świetnymi zawodnikami. Ich kariery zawodowe potoczyły się naprawdę świetnie. Stali się wiodącymi postaciami w PlusLidze, a także w reprezentacji Polski – gdzie niektórzy zostali mistrzami świata. Czego chcieć więcej?

Wychowankami KS Metro Warszawa są między innymi Piotr Nowakowski, Karol Kłos, Andrzej Wrona, Maciej Olenderek, Bartosz Gawryszewski, Bartłomiej Lemański, Bartłomiej Lipiński, Maciej Gorzkiewicz, Mateusz Janikowski, Paweł Halaba, Jan Król czy Zbigniew Bartman.

To są te standardowe nazwiska. Patrząc na to, że większość tych chłopców – i to słowo nie jest przypadkowe – zaczynało u nas w wieku 10-11-12 lat... oni rozpoczynali tę swoją przygodę, przychodząc tutaj, po prostu grając. To u nas stawiali pierwsze kroki. Dla nas jest to duża satysfakcja. Wiadomo, zdobywamy dzisiaj medale na mistrzostwach kraju. Ale wciąż jesteśmy czymś w rodzaju stajni dla większych zespołów, które później ściągają do siebie naszych najlepszych zawodników. Nie ma w tym nic złego – taką rolę pełni Metro. Natomiast praca u podstaw zawsze jest najtrudniejsza. Trzeba tych chłopców i dziewczyny znaleźć, zachęcić do uprawiania sportu, a później sprawić, by przy niej pozostali i trenowali. I to robimy.

Klub powstawał z myślą, by kiedyś być przeciwwagą, swoistym rywalem dla MOS Wola Warszawa i MDK Warszawa. Jak pan sądzi – ukształtowaliście sobie już swoją renomę? Staliście się równorzędnym przeciwnikiem?

Oczywiście. Z otwartą przyłbicą możemy rywalizować i z jedną, a także z drugą drużyną. Nie mamy się czego wstydzić – znamy swoją siłę. Wielokrotnie już przecież wygrywaliśmy z nimi mecze. Idziemy w jednym szeregu, nie pozostajemy z tyłu. Oczywiście, nie będziemy zwyciężać zawsze, natomiast jesteśmy dla nich godnym rywalem. Myślę, że oni też sobie zdają z tego sprawę. Ten cel – patrząc na przestrzeni lat – został zrealizowany.

Pytamy o to też ze względu na wynik juniorów podczas mistrzostw Mazowsza. Mimo wszystko, szkoda, że nie udało się zdobyć mistrzostwa (Metro wywalczyło je w 2018 roku)?

Powiem tak – po zeszłorocznej edycji wszyscy się trochę chyba przyzwyczaili, że będzie tak już zawsze. Myśleli może, że Metro będzie wygrywało czempionat w cuglach.
A tymczasem nawet trener Jacek Jankowski podkreślał, jak mocno byli zdeterminowani rywale Metra – Czarni Radom i właśnie wspomniani dwaj przeciwnicy z Warszawy, MOS i MDK.
Zawsze tak było – każdy podchodzi do rywalizacji na zasadzie „bij mistrza". W tym roku to nam wszyscy chcieli pokazać, że potrafią wygrywać. Nie chcieli pokazać, że są gorsi. MOS nas pokonał – przez co zostali wicemistrzami. To oczywiście duże wyróżnienie, nie będziemy przecież narzekać na to, że zajęliśmy drugie miejsce. Cały czas pamiętajmy, że województwo mazowieckie wciąż jest jednym z najlepszych, jeśli chodzi o siatkówkę. Mówię tutaj oczywiście o poziomie rywalizacji – może jeszcze województwo śląskie jest na czele w tej kategorii.

Druga sprawa jest następująca – na dalszych etapach Pucharu Polski juniorów różnie mogą potoczyć się losy. Wcale nie jest powiedziane, że MOS Wola – któremu gratuluję sukcesu – zajdzie dalej od nas. Wiem to z doświadczenia – nieraz komuś może pomóc losowanie, ewentualnie może też ono zaszkodzić. Trzeba trafić z formą, mieć zdrową kadrę – jest naprawdę dużo czynników, które składają się na końcowy sukces. Nawet pamiętam sytuację, kiedy nasza drużyna rocznika 1998-1999 awansowała z mistrzostw Mazowsza na zasadzie tzw. dzikiej karty. Co się później stało? Doszliśmy do finału mistrzostw Polski i zajęliśmy ósme miejsce. A drużyny, które kończyły mazowszańskie zmagania przed nami, nie dobrnęły w komplecie do finału.

Zresztą skoro mowa o młodzieżowych mistrzostwach Polski, to przecież pamiętajmy, że Metro kilkunastokrotnie zajmowało miejsca na podium tych rozgrywek. Duma pewnie rozpiera?

Tak, to na pewno jest powód do zadowolenia. Chcemy wygrywać mecze rangi mistrzowskiej, bo wiadomo, że rywalizacja tylko pomaga zawodnikom. Dla nich to zawsze jest przygoda. Pamiętajmy jednak ciągle o celu nadrzędnym - „wychowywanie dzieci i młodzieży przez kulturę fizyczną i sport". Braliśmy młodych zawodników pod swoje skrzydła na różnym etapie kariery. Przygotujemy ich ciągle do tego, by byli w stanie sobie poradzić na poziomie ligowym. A jeżeli udałoby się doprowadzić kolejnych siatkarzy do gry w reprezentacjach młodzieżowych lub seniorskich, to tylko dla nas lepiej.

Rozglądamy się po półkach – ale jeden olbrzymi puchar przykuł naszą uwagę. Olbrzymie wyróżnienie nabiera nowego sensu, gdy patrzy się na to trofeum. Z jakich zawodów je przywieźliście?

To jest puchar za zajęcie pierwszego miejsca w turnieju Kinder Sport. Były to nieoficjalne mistrzostwa Polski w minisiatkówce w 2017 roku. Swoją drogą, wyglądało to sympatycznie – dziewczynki zdobyły złoty medal i otrzymały puchar większy niż niektóre z nich (śmiech).

A jakie trofeum wspomina pan najmilej? Jest jakiś turniej, z którym wiąże pan najlepsze wspomnienia? A może ciągle wraca pan pamięcią do awansu do II ligi w 2015 roku?

Awans był na pewno dobrą rzeczą – tego nie ukrywajmy. Mimo wszystko, jednak sięgnąłbym pamięcią do młodzieżowych turniejów. 3 złote medale mistrzostw Polski w kategorii młodzików i 1 złoty medal w kategorii kadetów... to w pewnym sensie oznaka tego, że dobrze wykonuje się swoją pracę. To satysfakcja, że udało się dokonać czegoś wielkiego. A jeszcze przecież po drodze były też medale srebrne i brązowe...

Woli być pan trenerem czy prezesem?

Zdecydowanie wolę rolę szkoleniowca. Działaczem jestem dlatego, że w pewnym sensie byłem gotów wziąć na siebie odpowiedzialność i robić to społecznie, przyczyniać się dla dobra klubu. To nie jest łatwa praca. Zajmuję się stroną zarządzającą już od kilkunastu lat i coś o tym już wiem. Szukanie sponsorów, planowanie działalności – przy tym trzeba naprawdę trochę popracować, by zrozumieć, że nie jest to prosta sprawa. Na swój sposób działamy trochę jak firma.

Już jakiś czas temu ambasadorem klubu został jednak Paweł Zagumny. Dla Metra było to spore wydarzenie. Ale z tego, co słyszeliśmy, nie jest to tylko rola reprezentacyjna...

Zdecydowanie jego rola nawet wykracza poza byciem zwykłym przedstawicielem Metra i reprezentatywną postać ambasadora. Paweł włącza się w wiele projektów szkoleniowych naszego klubu. Pomaga nam też szukać sponsorów. Jestem niezmiernie zbudowany jego zaangażowaniem. Kiedy wiceprezes klubu, Łukasz Ostrowski przedstawiał mi ten pomysł, byłem trochę zdystansowany. Nie wiedziałem, czy to może wypalić – wydawało mi się, że Paweł nie będzie miał na to czasu. Okazało się, że jest inaczej – naprawdę garnie się do pomocy organizacyjnej, a także chce pomagać trenerom. To miłe z jego strony, należy mu się za to olbrzymi szacunek. Jest przecież nietuzinkową osobowością, a mimo tego wspiera tak mały klub jak Metro.

Jest pan blisko drużyny seniorskiej Metra, właściwie najbliżej, jak tylko się da. To właśnie ta sekcja jest największą wizytówką klubu?

Ujmijmy to tak – drużyna seniorska gra na wysokim poziomie, wdrapała się na trzeci szczebel rozgrywek, a ma szansę awansować nawet na drugi. Ale nie nazwałbym jej największą wizytówką, bo było to krzywdzące. Bardzo dużą uwagę przywiązujemy do tego, co się dzieje na tzw. dole. Grupy młodzieżowe to jest istota działalności tego klubu. Wielu chłopaków w drużynie seniorskiej to nasi wychowankowie. Tomasz Walendzik i Paweł Mikołajczak są tego przykładami – wrócili do nas i są częścią ekipy.

Ale cieszę się też np. z tego, że rozwija się u nas sekcja dziewcząt. W tym roku mamy okrągłą, piątą rocznicę jej powstania. Cieszę się, że młode zawodniczki również garną się do tego sportu.

To jest w sumie najważniejsze pytanie – ile dzieci trenuje w grupach młodzieżowych?

Ponad 300 dzieci – mówimy tutaj o łącznej liczbie z sekcji dziewcząt i sekcji chłopców. Oczywiście, sekcja męska jest dużo bardziej liczna, ale wiemy, czym jest to podyktowane. Zaraz może się okazać, że nasze struktury rozrosną się do naprawdę wielkich rozmiarów. To bardzo duże przedsięwzięcie. Już teraz sekcją żeńską głównie zajmuje się założyciel klubu, symbol Metra – czyli Dariusz Kopaniak, któremu pomaga kilkoro trenerów.

Wróćmy jednak do ekipy seniorów. Trzecie miejsce na poziomie II ligi polskiej – dlaczego nazywa pan to niedosytem?

Ponieważ liczyłem na drugie miejsce. Uważam, że mieliśmy potencjał do tego, by tę lokatę ostatecznie zająć. Podchodziłem do tej sprawy z ambicją – tak, jak powinno się zawsze do tego podchodzić. Sezon pokazał, że jesteśmy dobrą drużyną, ale nie możemy chować głowy w piasek. Zawsze należy stawiać sobie wyżej poprzeczkę.

Najbliższe mecze fazy play-off już w ten weekend – w sobotę i w niedzielę. Jakie ma pan przewidywania?

Gramy z KS MOSiR Huraganem Międzyrzecz Podlaski. Musimy te mecze wygrać. Rywalizujemy do trzech wygranych meczów. Nie ma dla mnie znaczenia, ile setów rozegramy w ciągu weekendu. Nie interesuje mnie, czy będą to rywalizacje trzy-, cztero- czy pięciosetowe. To jest sprawa drugorzędna.

Pierwszy mecz w sobotę będzie na pewno istotny – z naszego punktu widzenia. Mamy szeroką kadrę 14 zawodników. To może okazać się atutem – każdy z graczy jest przygotowany do tego, żeby wyjść na boisko i dać z siebie maksa. Jeśli zwyciężymy, wówczas otwieramy sobie drogę do dalszej rywalizacji, ale już być może będzie nam łatwiej. Jeśli nie pozwolimy rywalowi odjechać, upatruję szansę na dobry wynik.

Oczywiście, play-offy rządzą się swoimi prawami. Ewentualna porażka w jednym spotkaniu nas nie załamie i będziemy walczyli dalej. Tak jak zresztą robimy zawsze!

Dziękuję za rozmowę!

rozmawiał Rafał Majchrzak

Archiwum aktualności

Kalendarz

po wt śr cz pt so nd
1
2
Events of the day 3 lipiec 2019 (środa)
Events of the day 4 lipiec 2019 (czwartek)
Events of the day 5 lipiec 2019 (piątek)
Events of the day 6 lipiec 2019 (sobota)
Events of the day 7 lipiec 2019 (niedziela)
8
9
Events of the day 10 lipiec 2019 (środa)
Events of the day 11 lipiec 2019 (czwartek)
12
Events of the day 13 lipiec 2019 (sobota)
Events of the day 14 lipiec 2019 (niedziela)
15
16
Events of the day 17 lipiec 2019 (środa)
18
19
Events of the day 20 lipiec 2019 (sobota)
21
22
23
Events of the day 24 lipiec 2019 (środa)
25
26
Events of the day 27 lipiec 2019 (sobota)
28
29
30
Events of the day 31 lipiec 2019 (środa)

Na czasie

X

Wyślij link znajomemu